Dziś  będzie dłużej, ale ciekawie…

Sąd Okręgowy w Częstochowie w czerwcu tego roku zwrócił się do Sądu Najwyższego z następującym pytaniem prawnym:

Czy zakład energetyczny, który objął w posiadanie służebność o treści odpowiadającej służebności przesyłu, w wyniku realizacji inwestycji przesyłowej, przebiegającej przez nieruchomości nie należące do przedsiębiorstwa przesyłowego, co do której wydane były decyzje administracyjne o lokalizacji linii przesyłowej i pozwolenie budowlane, bez uzyskania odpowiedniego zezwolenia w trybie art. 75 ust. 1 ustawy z dnia 29 kwietnia 1985 r. o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości (Dz. U. 1985.22.99), objął to posiadanie w dobrej czy też w złej wierze?

Sprawa dotyczyła linii elektroenergetycznej średniego napięcia wybudowanej i eksploatowanej począwszy od połowy 1987 r. W 1989 roku miał miejsce remont linii, w wyniku którego nastąpiło przesunięcie jej dotychczasowego przebiegu o 7 m. Następnie wybudowano odgałęzienie tej linii i przystąpiono do korzystania z niego od początku 1990 r.

Opisane działania inwestycyjne zostały przeprowadzone po uzyskaniu decyzji lokalizacyjnych oraz o pozwoleniu na budowę. Na potrzeby budowy i trwałego korzystania z linii głównej została wydana decyzja wywłaszczeniowa, jednak w stosunku do odgałęzienia, brak było tego rodzaju ograniczenia własności.

W ocenie Sądu Rejonowego, powyższe nakazywało przyjęcie, iż objęcie służebności w posiadanie nastąpiło w złej wierze, albowiem przedsiębiorca nie miał jakichkolwiek podstaw dla założenia, że faktycznie przysługuje mu tytuł prawny do ingerencji w nieruchomość ówczesnych właścicieli. Przedsiębiorca nie twierdził też, że jego poprzednik prawny legitymował się umową z właścicielem ustanawiającą służebność gruntową.

Kluczowa była zatem ocena znaczenia posiadania przez przedsiębiorcę ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę. Sąd Rejonowy stwierdził, iż uzyskanie zezwolenia na wybudowanie infrastruktury czyniło zadość wymogom prawa administracyjnego, nie stanowiło natomiast podstawy do ingerencji w sferę prawa własności. Poprzednik wnioskodawcy był więc uprawniony do zainstalowania urządzeń, ale nie miał tytułu do trwałego wykorzystywania przedmiotowej nieruchomości jako elementu swojej sieci – zatem był posiadaczem w złej wierze.

Sąd Rejonowy zanegował także możliwość ustalenia dobrej wiary z odwołaniem do przepisów ustawy o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli. Zwrócił uwagę, że nie zostało udowodnione, że budowa urządzenia odbywała się w ramach powszechnej elektryfikacji, po wtóre uprawnienia przedsiębiorców z tej ustawy były ograniczone wyłącznie do etapu budowy urządzeń.

Sąd Rejonowy zwrócił uwagę, że regulacje ograniczające własność mają charakter wyjątkowy, w związku z czym ich wykładnia nie może być rozszerzająca. Warto również wskazać, iż dla odtworzenia treści pojęcia „dobrej wiary” sąd odwołał się do uchwały o mocy zasady prawnej w sprawie III CZP 108/91.

20140303_091430_1 (1)

Rozpoznając apelację, Sąd Okręgowy powziął poważne wątpliwości wymagające rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy odnośnie do możliwości przypisania przedsiębiorcy dobrej wiary.

Sąd Okręgowy wskazał, iż w orzecznictwie ścierają się dwa przeciwstawne poglądy.

Pierwszy z nich sprowadza się do założenia, że fakt legitymowania się pozwoleniem na budowę nie czyni inwestora posiadaczem w dobrej wierze, a został wyrażony m.in. w:

  • wyroku Sądu Najwyższego z 29 stycznia 2008 r. w sprawie IV CSK 410/07,
  • wyroku Sądu Najwyższego z 25 listopada 2008 r. w sprawie II CSK 346/08,
  • wyroku Sądu Najwyższego z 6 maja 2009 r. w sprawie II CSK 594/08.

Jako reprezentatywne dla stanowiska przeciwnego Sąd Okręgowy wskazał na postanowienie Sądu Najwyższego z 14 listopada 2012 r. w sprawie II CSK 120/12.

Sąd Okręgowy skłaniał się ku liberalnemu rozumieniu dobrej wiary i przyjmowaniu jej także w przypadku legitymowania się przez przedsiębiorcę decyzjami administracyjnymi.

Zauważył, że:

„przedsiębiorstwo przesyłowe, zamierzające w latach 70-tych czy 80-tych ubiegłego wieku realizować inwestycje przesyłowe na cudzych nieruchomościach, dysponowało bardzo ograniczoną liczbą możliwości jak chodzi o prawne uregulowanie tej kwestii. Z istniejących służebności w grę wchodziła tylko służebność drogi koniecznej, ale była na tyle nieadekwatna, że widząc potrzebę dopasowania regulacji prawnej do faktycznych potrzeb, ustawodawca w roku 2008 wprowadził służebność przesyłu. Z kolei pojęcie służebności gruntowej o treści służebności przesyłu zostało wykreowane przez orzecznictwo sądowe dopiero kilkanaście lat temu, instytucja ta miała charakter tymczasowy, a w praktyce sporny, a jego ugruntowanie w praktyce orzeczniczej zajęło kilka lat.”

Mając na uwadze, iż obecnie zasiedzenia służebności nie można stwierdzić w przypadku wydania decyzji wywłaszczeniowej Sąd Okręgowy w Częstochowie stwierdził:

„W praktyce bardzo zawęża to sytuacje, w których możliwe jest wejście w dobrej wierze w posiadanie nieruchomości dla zrealizowania inwestycji przesyłowych. Wyeliminowanie z takich sytuacji decyzji administracyjnych o przebiegu linii przesyłowej i pozwolenia budowlanego prowadzi do istotnego i niezasadnego ograniczenia instytucji zasiedzenia służebności przesyłu.”

oraz

„Wskazuje się również i na to, że ocena sytuacji w latach 80-ych ubiegłego wieku przez zwolenników „złej wiary przedsiębiorstw przesyłowych”, dokonywana jest bez właściwego uwzględnienia ówczesnych realiów gospodarczych i prawnych, w sposób nadmiernie akcentujący aktualny punkt widzenia. Nie jest on w pełni adekwatny do oceny sytuacji w innym ustroju społeczno-gospodarczym, ze znacznie niższym poziomem ochrony własności, a także przy użyciu pojęć lub instytucji, które wtedy nie istniały, jak np. służebność przesyłu czy służebność gruntowa o treści odpowiadającej służebności przesyłu.”.

Zanim przejdę dalej muszę poczynić pewną uwagę – Sąd Okręgowy kilka razy wskazuje, że przed 2003 r. w porządku prawnym nie funkcjonowała instytucja służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych, a jednocześnie zarzuca właścicielom nieruchomości, że w latach 70, 80 i 90 XX w. pozostawali bierni akceptując bieg terminu jej zasiedzenia.

W mojej ocenie trzeba się na coś zdecydować – albo twierdzimy, że ta instytucja była znana od 1965 r., albo przyjmujmy początek biegu okresu zasiedzenia 17 stycznia 2003 r. Stanowisko Sądu Okręgowego jest wewnętrznie sprzeczne.

Dziś została przez Sąd Najwyższy wydana uchwała tej w sprawie (III CZP 76/15), zgodnie z którą przedsiębiorca, który objął w posiadanie służebność o treści odpowiadającej służebności przesyłu, w wyniku realizacji inwestycji przesyłowej, przebiegającej przez nieruchomości nie należące do przedsiębiorstwa przesyłowego, co do której wydane były decyzje administracyjne o lokalizacji linii przesyłowej i pozwolenie budowlane, bez uzyskania decyzji wywłaszczeniowej, objął to posiadanie w złej wierze.

Sentencja uchwały może być nieco inaczej zredagowana, przekazuję jednak ogólną treść, dziękując przy okazji niezawodnej Pani Redaktor z Rzeczpospolitej, która była obecna na w posiedzeniu Sądu Najwyższego.

Przeczytałem niedawno ciekawe orzeczenie Sądu Najwyższego, które dotyczyło problemu związania sądu powszechnego decyzją administracyjną.

Mówię o postanowieniu z 3 lipca 2015 r. wydanym w sprawie IV CSK 636/14, które możecie pobrać w Bazie wiedzy.

Warto na nie zwrócić uwagę, bo zawiera rzetelne uwagi na temat możliwości badania przez sąd okoliczności poddanych kognicji organów administracji. Jedno zagadnienie zostało jednak przez Sąd wyjaśnione tylko pobieżnie, a był to problem według mnie najciekawszy, czyli kwestia ostateczności decyzji wydanej przez organ administracji pierwszej instancji.

Sąd Najwyższy w pierwszej kolejności poświęcił sporo uwagi samemu rozgraniczeniu kompetencji sądu powszechnego i organu administracji.

Co do zasady w blogu unikam przytaczania paragrafów i artykułów, żeby zachować przejrzystość i jasność wpisów, jednak to bardzo ważny i pojawiający się często w praktyce problem, zatem w tym przypadku zrobię wyjątek.

Zaczynając od Konstytucji, za rozgraniczeniem kompetencji organów administracji i sądów powszechnych przemawia art. 7 wyrażający zasadę działania organów władzy publicznej na podstawie i w granicach prawa oraz art. 10, w którym mowa jest idei podziału władz.

Rozgraniczenie drogi sądowej i administracyjnej wynika także z przepisów Kodeksu postępowania cywilnego (art. 2 § 3 i art. 177 § 1 pkt 3 K.p.c.) oraz Kodeksu postępowania administracyjnego (art. 16 i art. 97 § 1 pkt 4 K.p.a.).

Szczególne znaczenie ma przepis art. 16 K.p.a., który dotyczy związania organu (konsekwentnie też sądów powszechnych) decyzją ostateczną – brak jest bowiem w K.p.c. przepisu, który jednoznacznie wyrażałby tę zasadę.

Sąd Najwyższy słusznie zauważył, iż sąd nie jest związany jedynie tzw. decyzją pozorną (nieakt, decyzja bezwzględnie nieważna), czyli taką, która nie spełnia podstawowych wymogów dla aktu administracyjnego:

  • brak organu powołanego do orzekania w określonej materii,
  • oczywista niewłaściwość organu, który wydał decyzję
  • niezastosowanie jakiejkolwiek procedur,
  • oczywisty brak prawa materialnego administracyjnego.

W takim przypadku sąd może samodzielnie pominąć decyzję w danym postępowaniu sądowym, nie przypisując jej skutków prawnych, co nie prowadzi do wzruszenia samej decyzji.

Może się również zdarzyć, że sąd nie będzie związany decyzją administracyjną nie dotkniętą opisanymi wadami, jeżeli nie zostanie udowodnione, że weszła do obrotu prawnego. Sąd Najwyższy w tym zakresie odwołał się do orzecznictwa NSA słusznie wskazując, że decyzja wchodzi do obrotu z chwilą doręczenia jej którejkolwiek ze stron.

Jeżeli zatem na dokumencie widnieje prezentata przedsiębiorstwa państwowego, wiadomo, że ten zarzut nie może się ostać. Problem powstaje wówczas, gdy z dokumentu decyzji oraz innych dokumentów nijak nie wynika, że komukolwiek doręczono decyzję, a druga strona takiemu doręczeniu zaprzecza. Rozkład ciężaru dowodu w tym zakresie jest jasny – wejście do obrotu powinna wykazać ta strona, która z treści decyzji wyprowadza skutki prawne.

IMG_0358

Poza tymi wyjątkami, sąd jest związany decyzją ostateczną, chociażby dostrzegał jej wadliwość, ta bowiem może doprowadzić ewentualnie do wzruszenia decyzji w trybie administracyjnym.

I tu trzeba się zatrzymać, bo dochodzimy do kwestii ostateczności decyzji.

Właściciele nieruchomości w omawianej sprawie kwestionowali doręczenie decyzji jej poprzednikom prawnym, dodatkowo zarzucili, że decyzja nie jest ostateczna.

Sąd Najwyższy odparł te zarzuty wskazując, że te okoliczności mogą być badane tylko w postępowaniu administracyjnym.

Stanowisko Sądu Najwyższego wydaje się być nie w całości prawidłowe.

Rzeczywiście w tej sprawie, z uwagi na opatrzenie dokumentu prezentatą przedsiębiorstwa państwowego, nie ma wątpliwości, że decyzja weszła do obrotu i że badanie, czy została doręczona także właścicielom nie może być dokonane przez sąd powszechny.

Kwestia badania, a raczej dowodzenia, czy decyzja jest ostateczna nie jest jednak już przedmiotem wyłącznej kompetencji organów administracji.

Przyjrzyjmy się bowiem dokładnie tej sprawie – decyzja wywłaszczeniowa pochodziła od organu I instancji, zatem korzysta z waloru ostateczności, jeżeli nie złożono od niej odwołania. Gdyby decyzję wydał organ odwoławczy, to z mocy prawa decyzja byłaby ostateczna i nie byłoby problemu, jednak w sprawach przesyłowych najczęściej mamy do czynienia z decyzjami pierwszoinstancyjnymi.

Nie można wychodzić z założenia, że decyzja administracyjna, chociażby wydana przed wielu laty jest ostateczna – ta okoliczność powinna zostać udowodniona, może się bowiem okazać, że np. decyzję uchylono. Na tej samej zasadzie nikt dziś nie wywodzi skutków prawnych z wyroków sądów I instancji, które mogą zostać zaskarżone apelacją.

W tym zakresie uważam, że argumenty podnoszone przez właściciela nieruchomości nie były bezzasadne – kluczowe nie było bowiem ustalenie, czy jego poprzednikom doręczono decyzję, lecz czy wniesiono od niej odwołanie.

W przypadku nie udowodnienia tych okoliczności nie powinno następować związanie sądu powszechnego skutkami wynikającymi z sentencji decyzji, za czym przemawiają dwa argumenty: po pierwsze art. 6 K.c. i rozkład ciężaru dowodu, po wtóre zasada, iż wątpliwości wyjaśniamy na korzyść ochrony własności (uchwała siódemkowa w sprawie III CZP 10/11), nie można bowiem domniemywać ograniczenia własności.

Przewrotnie, powyższe może okazać się niekorzystne dla właściciela nieruchomości, w sytuacji gdy od daty przystąpienia do korzystania z urządzeń minęło 30 lat i sąd stwierdzi zasiedzenie służebności, wobec braku decyzji wywłaszczeniowej. Różnica jest taka, że zasiedzenie pozbawia wszelkich roszczeń, a droga do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych z decyzji pozostaje otwarta.

Raz na jakiś czas piszę o orzeczeniach sądów powszechnych, które przyciągnęły na dłużej moją uwagę. Szczególnie interesuje mnie problem określania wartości służebności przesyłu oraz zapatrywania poszczególnych sądów w tym zakresie.

Dziś wybrałem dla Was postanowienie Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia, jednak nie z uwagi na kwestię wartości, lecz bardzo ciekawe rozważania na temat potrzeby dopuszczania dowodu z opinii biegłego geodety.

Postanowienie jest ciekawe także tego względu, że dotyczy przymusowo ustanowionej służebności gruntowej (tzw. służebność instalacji koniecznej) na potrzeby przyłączy dostarczających wodę i odprowadzających ścieki z nieruchomości (niestanowiących przedmiotu własności przedsiębiorcy przesyłowego).

Sąd rejonowy wskazał, iż w przypadku urządzeń istniejących brak jest zarówno wymogu prawnego, jak i rzeczywistej potrzeby dodatkowego wyznaczania pasa służebności na mapie.

Jeżeli chodzi o samą potrzebę – w przypadku urządzeń istniejących też uważam, że należy ponownie zastanowić się nad dopuszczaniem dowodu z opinii biegłych geodetów, jeżeli urządzenia są wkartowane na mapę zasadniczą. Wyznaczanie dodatkowego pasa służebności na mapie zasadniczej nic nowego do sprawy nie wnosi, a wystarczające jest odniesienie przebiegu pasa do osi urządzenia, krawędzi rurociągu, skrajnego przewodu linii itp.

Argumentem za powoływaniem biegłych geodetów jest precyzyjne określanie powierzchni pasa służebności przesyłu. Tu jednak też można zastanowić się nad bezwzględną potrzebą takiej praktyki – wynagrodzenie za ustanowienie służebności przesyłu powinno być „odpowiednie”, zatem nie ma wymogu, by sąd zasądził idealny wynik iloczynu powierzchni, ceny metra kwadratowego i współczynnika. Pomijam już, że sam współczynnik co do zasady ma charakter oceny, zatem metry metrami, a wartość i tak determinowana jest przez element nieweryfikowalny obiektywnie.

Przyznam, że w tej sprawie mam mieszane odczucia, jednak coraz bardziej przekonuje mnie stanowisko, iż dla urządzeń istniejących, wkartowanych na mapę zasadniczą, dowód z opinii biegłego geodety jest zbędny.

Warto przy tym pamiętać, że wyrys z mapy zasadniczej jest dokumentem urzędowym, z czym związane jest domniemanie zgodności przedstawionego na nim przebiegu z rzeczywistym stanem na nieruchomości. Załączenie takiego wyrysu do postanowienia sądu spełni wymóg oznaczoności służebności przesyłu.

20151021_143158_Fotor

 zdjęcie autorstwa p. Jakuba, stałego czytelnika bloga, przedstawia słupy na Islandii

Jeżeli chodzi o samą podstawę prawną, dotychczas upatrywano jej przede wszystkim w przepisie § 139 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych z 2007 r.

Wskazany przepis stanowił m.in., iż projektowany sposób ustanowienia drogi koniecznej oraz podziału nieruchomości powinien być zaznaczony na mapie sporządzonej według zasad obowiązujących przy oznaczaniu nieruchomości w księgach wieczystych.

Stosowano go na zasadzie odesłania z przepisu art. 626 § 3 K.p.c., który nakazuje do ustanowienia służebności przesyłu stosować odpowiednio przepisy o drodze koniecznej. Warto w tym miejscu jednak zwrócić uwagę, iż ten przepis odsyła jedynie do wymogu wskazania właścicieli nieruchomości, które mają zostać obciążone oraz przeprowadzenia oględzin nieruchomości, nie zaś do wszystkich przepisów dotyczących drogi koniecznej.

Sąd Rejonowy zarzucił, iż przepis § 139 Regulaminu z 2007 r. jest pozbawiony delegacji ustawowej, albowiem przekroczono jej zakres wynikających z art. 41 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych.

Wskazany przepis nie upoważniał Ministra Sprawiedliwości do formułowania w regulaminie norm o charakterze procesowym, odnoszących się do sposobu dokonywania czynności procesowych i wpływu w ten sposób na zakres kognicji sądu. Dla poparcia swojego stanowiska Sąd Rejonowy odwołał się do uchwały Sądu Najwyższego z dnia 13 października 2010 r. wydanej w sprawie III CZP 64/10.

Dalej sąd wskazał, iż także przepisy ustawy o księgach wieczystych i hipotece nie zawierają regulacji w zakresie dokumentów stanowiących podstawę dokonywania wpisów w księgach wieczystych.

Stosowną regulację zawiera rozporządzenie w sprawie prowadzenia ksiąg wieczystych i zbiorów dokumentów, które przewiduje konieczność przedłożenia wraz z wnioskiem o wpis wyrysu z mapy ewidencyjnej w przypadkach:

  • wpisywania w księdze wieczystej danych nieruchomości gruntowych i budynkowych,
  • oznaczenia gruntu oddanego w użytkowanie wieczyste,
  • oznaczenia własności budynku i innego urządzenia powstałego po oddaniu gruntu w użytkowanie wieczyste.

Wyrys z mapy ewidencyjnej w ocenie sądu nie jest potrzebny dla dokonania wpisu służebności:

„Wniosek taki potwierdza fakt, że pozycja „Mapa i opis” dotyczy jedynie wpisów dokonywanych w dziale I-O księgi wieczystej (por. § 31-34 rozporządzenia), natomiast pozycji takiej nie przewidziano wśród wpisów w dziale III, a więc dotyczących m.in. ograniczonych praw rzeczowych (§ 42 rozporządzenia).”

Na koniec sąd podkreślił, iż także w orzecznictwie Sądu Najwyższego dominuje pogląd o nieistnieniu podstawy prawnej, która nakazywałaby oznaczać przebieg służebności na mapie. W tym zakresie powołał postanowienie wydane w sprawie V CSK 190/11.

Rzeczywiście w jego uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał na prawidłowość oznaczania przebiegu urządzeń na mapie opatrzonej klauzulą o możliwości dokonania wpisu w księdze wieczystej, jednak podkreślił, iż prawo takiego wymogu nie przewiduje.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, iż pogląd Sądu Najwyższego jest nieco oderwany od praktyki, albowiem klauzula o możliwości dokonania wpisu w KW została przewidziana dla wyrysu z mapy ewidencyjnej, na którym nie oznacza się przebiegu urządzeń przesyłowych. W tym zakresie należy posługiwać się wyrysem z mapy zasadniczej – jednak na takim wyrysie nie można przystawić oczekiwanej przez SN pieczęci z klauzulą.

Trzeba jeszcze dodać, iż kluczowy dla Sądu Najwyższego przepis § 139 Regulaminu urzędowania sądów powszechnych z 2007 zniknął z nowego rozporządzenia w tym przedmiocie wydanego przez Ministra Sprawiedliwości w 2015 r., zatem i ten argument odpadł.

Podsumowując, warto zastanowić się raz jeszcze, czy w sprawach przesyłowych naprawdę potrzebujemy aż tylu biegłych. Postępowania przez to ciągną się latami, rosną koszty, a na przydatności traci sama konstrukcja prawna, szczególnie w przypadku wniosków składanych przez przedsiębiorców przesyłowych. Właściciele nieruchomości, którzy chcą regulować sporne zaszłości w zasadzie nie mają innego wyboru niż złożyć wniosek o ustanowienie służebności, jednak przedsiębiorcy będą korzystać z drogi administracyjnej dla projektowanych urządzeń, bo jest, co do zasady, szybsza i tańsza.

Zamysł ustawodawcy w 2008 r. był zdecydowanie inny.

Dziś opiszę dwa wydane niedawno wyroki w sprawach o odszkodowania za ograniczenie własności mocą decyzji wydanych na podstawie przepisu art. 35 ust. 1 ustawy wywłaszczeniowej z 12 marca 1958 r.

Decyzje te są znane doskonale wszystkim osobom, które zetknęły się ze sporami przesyłowymi. Przez kilkanaście lat takie dokumenty były traktowane jako podstawa także dla stwierdzenia zasiedzenia służebności w dobrej wierze.

Od czasu wydania uchwały w sprawie III CZP 87/13 ich znaczenie ograniczono wyłącznie do płaszczyzny administracyjnoprawnej, za co właściciele nieruchomości powinni mocno dziękować Sądowi Najwyższemu – co jasno wynika z dalej części tego wpisu.

Pierwszy z wyroków wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie w sprawie II SA/Ol 112/15.

WSA w Olsztynie zważył, iż przepis art. 36 ustawy wywłaszczeniowej z 1958 r. przewidywał dwojakie odszkodowanie: za straty w zasiewach, uprawach i plonach oraz odszkodowanie za obniżenie wartości nieruchomości.

Sąd wskazał dalej, iż norma prawna wyrażona przepisem art. 35 ust. 1 ustawy wywłaszczeniowej ma tożsamą treść jak norma wyrażona obecnie przepisem art. 124 ust. 1 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Trzeba podkreślić, iż do takich samych wniosków doszedł Sąd Najwyższy m.in. w powołanej przeze mnie wyżej uchwale III CZP 87/13, odnosząc się do trwałości ograniczenia własności mocą decyzji.

WSA odwołał się do wyroku NSA wydanego w sprawie I OSK 147/13 (o którym pisałem wcześniej) stwierdzającego, że jeżeli zarówno poprzednia ustawa, jak i obecna ustawa przewidują odszkodowanie z tego tytułu, to niepodobna bronić poglądu o jego nieprzysługiwaniu.

W jego ocenie należy zastosować obecnie obowiązujące przepisy dotyczące odszkodowania za ograniczenie własności, albowiem uprawnienie do uzyskania odszkodowania nie zostało wcześniej skonsumowane.

Sąd odrzucił koncepcję przedawnienia roszczeń odszkodowawczych dochodzonych w trybie administracyjnym. Trzeba przyznać, iż koncepcja przedawnienia tych roszczeń obecnie pozostaje w zasadzie wyłącznie poglądem doktryny – zarówno NSA, jak i wojewódzkie sądy administracyjne opowiadają się za możliwością dochodzenia odszkodowania niezależnie od okresu czasu, jaki upłynął od daty wywłaszczenia.

IMG_1652_Fotor

Drugi wyrok został wydany przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu w sprawie II SA/Po 180/15, również opowiedziano się w nim za przyznaniem odszkodowania za ograniczenie własności mocą decyzji sprzed kilkudziesięciu lat.

W tym przypadku, odmiennie niż w Olsztynie, organy administracji obu instancji co do zasady opowiedziały się za możliwością dochodzenia odszkodowania z decyzji wydanych przed 1997 r., jednak w ich ocenie obecni właściciele nie byli uprawnieni do zgłoszenia takiego żądania.

W tej kwestii warto poddać bliższej analizie uzasadnienie wyroku Sądu Poznańskiego.

W pierwszej kolejności wskazał on, iż nie sposób zakwestionować twierdzenia, że do uzyskania odszkodowania uprawnieni są właściciele nieruchomości z daty ograniczenia własności oraz ich następcy pod tytułem uniwersalnym, przede wszystkim spadkobiercy.

Sąd wskazał jednak, iż do obiegania się o wypłatę odszkodowania mogą być uprawnieni także nabywcy nieruchomości. W tym zakresie, w ocenie Sądu, kluczowa jest pogłębiona analiza treści czynności prawnych i weryfikacja, czy z uwagi na posadowienie urządzeń i ograniczenie własności obniżono cenę. Powyższego organy nie zbadały należycie.

Dodatkowo Sąd wskazał, iż zgodnie z konstytucyjną zasadą, za ograniczenie własności należy się słuszne odszkodowanie – skoro na dzień dzisiejszy nadal trwa stan, w którym ma miejsce ograniczenie prawa własności a kwestia odszkodowania nie jest uregulowana, prawo do zgłoszenia żądania dotyczy zasadniczo każdego właściciela nieruchomości.

Wątek odszkodowań za ograniczenie własności mocą starych decyzji jest bardzo interesujący także w kontekście ogólnym stosowania prawa. Sąd Najwyższy rozstrzyga wiele wątpliwości na korzyść przedsiębiorców przesyłowych. Odmiennie w sądach administracyjnych, bardzo silny nacisk położony został na ochronę własności.

Co można zrobić z 20.000 zł?

Można wiele rzeczy sobie kupić. Dla przykładu:

  • auto – może nie nowe, ale jeździć będzie i to całkiem nieźle,
  • kilka laptopów, żeby na nich pisać ciekawe wpisy w kilku blogach,
  • kilka zdjęć młodych, zdolnych fotografów, za które zamierzamy zbić fortunę za kilkadziesiąt lat, kiedy będą już starzy i próżni, i zapomną jak się robi fajne zdjęcia,
  • 250 egzemplarzy pewnej książki,
  • 10.000 chlebów powszednich i 5.000 tych z ziarnami (zdecydowanie wolę z ziarnami)…

Można też wydać te 20.000 zł na jedną opinię biegłego geodety zawierającą dwie mapy jednej nieruchomości z jednym urządzeniem…

Można?

20140727_132354_Fotor

 

1 23 24 25 26 27 75 Strona 25 z 75