Gorący mamy w tym roku czerwiec.

W ostatnich dniach odnosi się to również do pogody, ja jednak miałem na myśli ilość szkoleń, którą zaplanowano w tym miesiącu, żeby zaspokoić głód wiedzy jeszcze przed wakacyjnym rozprężeniem.

Owe szkolenia, które prowadzę w rozmaitych (niestety często przeciwległych) krańcach Polski skutecznie oderwały mnie od blogowania na niemal dwa tygodnie. Pod moją nieobecność świetnie sobie sami radziliście, o czym świadczy ilość nowych komentarzy, mam nadzieję jednak że nie obrazicie się, jeżeli podrzucę nowy temat do dyskusji.

Temat w zasadzie nie nowy, bo już o nim pisałem, jednak tylko ogólnie. Mowa oczywiście o udostępnianiu dokumentów w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Dziś przedstawię pierwszy z zarzutów, jaki przedsiębiorcy stawiają przeciwko zobowiązaniu ich do udostępnienia dokumentów w tym trybie.

Twierdzą mianowicie, że nie są zobowiązani do udostępniania żądanych decyzji czy operatów, gdyż nie mają statusu władzy publicznej, a tylko do niej adresowane są przepisy wskazanej ustawy.

20130617_131210_0

Sądy administracyjne nie podzielają tego punktu widzenia, podkreślając różnicę między zadaniami władzy publicznej, a zadaniami publicznymi. Te ostatnie mogą być wykonywane przez podmioty prywatne, w tym przedsiębiorstwa energetyczne.

Kluczowy jest w tym zakresie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego wydany w sprawie I OSK 851/10.

Chodzi tu bowiem nie o to, kto udostępnia, lecz o charakter wykonywanych przez niego obowiązków i uprawnień. Zadania publiczne są to działania realizowane w sposób powszechny, użyteczne dla społeczeństwa, służące w ogólnym ujęciu osiąganiu celów wskazanych w Konstytucji i ustawach.

Sądy podkreślają, że dostęp do zasobów energetycznych posiada podstawowe znaczenie z punktu widzenia zarówno poszczególnych obywateli, jak i społeczeństwa jako całości, mając istotne znaczenie dla suwerenności i niepodległości państwa.

Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju jest zatem zadaniem publicznym realizowanym zarówno przez organy administracji publicznej, jak i inne podmioty, w tym przedsiębiorstwa energetyczne – czego skutkiem jest obowiązek udostępnienia informacji.

W kolejnych wpisach omówię dalsze zarzuty, czekam też na opisy Waszych doświadczeń w tym zakresie.

Wprowadzając do Kodeksu cywilnego służebność przesyłu, ustawodawca nie przewidział żadnych przepisów związanych z jej zasiedzeniem lub z możliwością doliczenia okresu posiadania dotychczasowej służebności gruntowej.

Zostało to szybko dostrzeżone i podjęto pierwszą próbę wprowadzenia przepisu pozwalającego na doliczenie okresów posiadania służebności przed 3 sierpnia 2008 r., żeby w ogóle umożliwić zasiedzenie służebności przesyłu.

Chodzi mi o projekt ustawy o zmianie Kodeksu cywilnego z 10 listopada 2010 r. (druk nr 3595 Sejmu VI Kadencji).

Przepis art. 3 tego projektu zakładał możliwość pełnego doliczenia okresu posiadania służebności gruntowej. To oznaczałoby, że w wielu przypadkach służebność przesyłu wprowadzona 3 sierpnia 2008 r. już w tej dacie byłaby zasiedziana.

W ramach tych prac Biuro Analiz Sejmowych zleciło przygotowanie 4 opinii prawnych. W zasadzie wszystkie, acz w różnym stopniu, do opisanego wyżej pomysłu odnosiły się krytycznie, podkreślając niezgodność z Konstytucją.

Ze wszystkimi opiniami możesz zapoznać się tutaj:

Najszerzej o niekonstytucyjności zaliczania całego okresu posiadania wypowiedział się doktor Leszek Bosek.

Profesor Edward Gniewek skrytykował projekt całościowo, on jednak od wielu lat wyrażał sprzeciw wobec służebności gruntowych na potrzeby urządzeń przesyłowych oraz możliwości zasiedzenia służebności przesyłu, z uwagi na to, że w przepisach art. 305(1)-305(4) takiego zasiedzenia nie przewidziano.

W kolejnej opinii Małgorzaty Bajor-Stachańczyk i doktora Przemysława Sobolewskiego stwierdzono, iż nawet przyjmując koncepcję SN o możliwości zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby przedsiębiorstwa przed 3 sierpnia 2008 r., to sumowanie okresów sprzed tej daty i po niej wymaga wprowadzenia dodatkowego przepisu.

Ostatnia z opinii autorstwa doktora Michała Warcińskiego, również bardzo krytyczna wobec projektu jako całości, zawierała podkreślenie, że nie można wprowadzać prawa, które od razu staje się nieskuteczne. W jego ocenie należało sięgnąć po rozwiązanie pośrednie, zatem możliwość doliczenia jedynie połowy okresu posiadania.

Jako wzór dla takiego rozwiązania podano przepisy umożliwiające zasiedzenie nieruchomości państwowej, gdzie pozwolono właśnie na doliczenie okresu posiadania, kiedy takie zasiedzenie było niedopuszczalne, jednak nie więcej niż o połowę. Ten mechanizm został pozytywnie oceniony przez Trybunał Konstytucyjny.

Prac nad projektem nowelizacji z listopada 2010 r. zaprzestano i ostatecznie jej nie uchwalono.

image1

Problem zasiedzenia powrócił w projekcie nowelizacji z 7 grudnia 2011 r. (druk nr 74 Sejmu VI Kadencji).

Projekt został skierowany do prac w podkomisji sejmowej, skąd w czerwcu 2012 r. został zwrócony do wyjaśnienia kwestii niezgodności z Konstytucją proponowanego mechanizmu doliczenia okresu posiadania służebności przed 3 sierpnia 2008 r. na potrzeby zasiedzenia służebności przesyłu.

W tym projekcie przewidziano możliwość doliczenia jedynie połowy okresu posiadania – jednak i to rozwiązanie nie spotkało się z aprobatą. Pomimo upływu obecnie niemal roku od czasu zwrotu projektu, brak jest jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony jego autorów.

Projekty nowelizacji i opinie prawne opisałem w celu pokazania Ci, że od 3 lat trwają prace m.in. nad wprowadzeniem przepisu, który umożliwi zaliczenie okresów posiadania sprzed 3 sierpnia 2008 r. i po tej dacie.

Zaproponowane rozwiązanie kompromisowe, czyli zaliczenie połowy okresu zostało ocenione negatywnie. Zapewne też zostało skrytykowane przez lobbystów przedsiębiorców przesyłowych, bo pierwsze zasiedzenia po 3 sierpnia 2008 r. mogłyby nastąpić dopiero 3 sierpnia 2018 r.

Pozornie sytuacja wydawała się patowa.

Pozornie, bo Sąd Najwyższy 22 maja 2013 r. wydał uchwałę III CZP 18/13, gdzie możliwość zliczania tych okresów dopuścił bez problemu, co zresztą odpowiada jego wcześniejszej praktyce.

Szerzej będzie można ten problem omówić, po opublikowaniu uzasadnienia uchwały, które powinno pierwszoplanowo zawierać uwagi odnośnie zgodności wykładni z Konstytucją, jak i wolą samego ustawodawcy, który swoimi działaniami wprost wskazuje, że dotychczasowe przepisy uniemożliwiały zliczanie tych okresów.

Kilka dni temu w dłuższej rozmowie z Panią redaktor z PAP, komentowałem aktualne orzecznictwo oraz prace ustawodawcze w zakresie urządzeń przesyłowych.

Muszę przyznać, że PAP ma imponującą „siłę rażenia” – w ciągu kilku godzin artykuł ukazał się w wielu serwisach internetowych: CIRE, WNP, GAZETA, WP.

20130530_144954_0

Starałem się przedstawić problem obiektywnie. Czy mi się udało? Sam ocenisz po lekturze.

Według doniesień Polskiej Agencji Prasowej, wczoraj Sąd Najwyższy podjął ważną decyzję o przekazaniu do rozpoznania przez powiększony skład 7 sędziów zagadnienia skutków prawnych wydania decyzji wywłaszczeniowych bez konkretyzacji nieruchomości, których dotyczą.

Rozstrzygnięcia wymagają dwie kwestie:

Czy decyzja wywłaszczeniowa wydana na podstawie przepisu art. 35 ustawy z 12 marca 1958 r. tworzy wyłącznie administracyjny tytuł do nieruchomości, czy też stan posiadania w rozumieniu Kodeksu cywilnego?

To delikatna kwestia, a przy tym bardzo ważna dla możliwości zgłoszenia zarzutu zasiedzenia służebności. Jeżeli nie było posiadania, nie można służebności zasiedzieć.

Bądźmy jednak szczerzy, nawet negatywna odpowiedź odnośnie posiadania wcale nie jest aż tak korzystna dla właścicieli. Decyzja wywłaszczeniowa, nawet jeżeli nie umożliwia zasiedzenia służebności, i tak jest tytułem prawnym do korzystania z nieruchomości przez czas eksploatacji urządzeń, których dotyczy.

Podobnie stwierdzenie nieważności takiej decyzji nie zmienia diametralnie sytuacji, bo w tym przypadku przyjmujemy, jakby decyzja nigdy nie była wydana, zatem przedsiębiorstwo mogło posiadać służebność, tym samym ją zasiedzieć. Skorzystać na uchwale mogą zatem jedynie ci właściciele, których nieruchomości są obciążone urządzeniami przez okres krótszy niż 30 lat.

W orzecznictwie sądów administracyjnych w zasadzie nie ma wątpliwości, że decyzje wywłaszczeniowe nie skutkowały powstaniem stanu posiadania. Sąd Najwyższy jednak wielokrotnie dopuszczał zasiedzenie, i to w dobrej wierze, właśnie po uzyskaniu decyzji wywłaszczeniowej.

Zobaczymy, co powie ostatecznie skład siódemkowy.

Druga sprawa to skuteczność decyzji wywłaszczeniowej w przypadku niewskazania konkretnych nieruchomości, których ograniczenie własności ma dotyczyć.

Przedsiębiorcy argumentują, że taka była wówczas praktyka ograniczania własności, zatem pomimo wskazania w decyzji jedynie całych wsi, nabyli skuteczne prawo do korzystania z nieruchomości.

Sądy powszechne generalnie wymagają wykazania, że wywłaszczenie dotyczyło konkretnej nieruchomości (można to udowodnić decyzją ogólną zaopatrzoną w załącznik mapowy i wykaz właścicieli). Jeżeli przesuwano przebieg linii w terenie w stosunku do projektu, decyzja bywała uznana za niewiążącą dla właściciela nieruchomości zajętej samowolnie.

W mojej ocenie wyjątkowość instytucji wywłaszczenia oraz zasada wyjaśnienia wątpliwości na korzyść własności nie pozwala przyjąć, że można wywłaszczyć pewien obszar bez konkretnego wskazania nieruchomości i ich właścicieli.

Ponownie jednak nie będę się zarzekał, poczekajmy co powie Sąd Najwyższy. Uchwała składu 7 sędziów z pewnością wywrze silny wpływ na kierunek orzecznictwa sądów powszechnych, w tym wiele spraw w toku.

Przedsiębiorcy przesyłowi dobrze są znani z praktyki polegającej na powoływaniu się na decyzje administracyjne, których później nie chcą okazać. Oczywiście chodzi o decyzje, które w założeniu mają uzasadniać zasiedzenie służebności, albo inne uprawnienie do bezpłatnego korzystania z nieruchomości.

Zgodnie jednak ze starym porzekadłem, wszystko co dobre się kończy. A ściślej rzecz biorąc, chyba już się skończyło…

Ale od początku.

Właściciele nieruchomości od pewnego czasu wykorzystują przepisy o dostępie do informacji publicznej dla pozyskania przed postępowaniem sądowym kopii decyzji dotyczących lokalizacji urządzeń przesyłowych. Wnioski, z początku incydentalne, obecnie stały się powszechne, o czym świadczy choćby ilość orzeczeń wydanych tych sprawach przez sądy administracyjne w 2013 r.

Żeby nie być gołosłownym, poniżej kilka linków:

BydgoszczKrakówKielceLublinPoznań.

Sądy administracyjne w zasadzie jednolicie na terenie całego kraju uwzględniają skargi kierowane przez właścicieli nieruchomości, uznając przedsiębiorców przesyłowych za zobowiązanych do udostępnienia informacji publicznej m.in. w zakresie decyzji administracyjnych dotyczących lokalizacji urządzeń i ich eksploatacji.

Dlaczego przedsiębiorcy przesyłowi są obowiązani do udostępnienia informacji w tym trybie:

– często są osobami prawnymi, w których Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego posiadają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (pozycja dominująca jest m.in. wówczas, gdy SP bezpośrednio lub pośrednio dysponuje większością głosów na walnym zgromadzeniu),

– nawet jeżeli nie mają statusu jak wyżej, wówczas są podmiotami wykonującymi zadania publiczne.

Taki kierunek orzecznictwa sądów administracyjnych zasługuje na aprobatę też z uwagi na kwestie czysto praktyczne. Dotychczas, żeby zweryfikować twierdzenia przedsiębiorcy trzeba było wszczynać postępowanie sądowe, choćby o część roszczenia, z czym wiązały się wydatki po obu stronach oraz niepotrzebne obciążenie sądów.

Jak widzisz temat jest ciekawy i wart głębszej refleksji. Jeszcze w tym tygodniu omówię główne zarzuty przedsiębiorców przesyłowych wobec udostępniania decyzji w tym trybie oraz ich ocenę przez sądy administracyjne.

1 52 53 54 55 56 75 Strona 54 z 75