Dziwny nieco tytuł wpisu przyszedł mi do głowy, ale pasuje jak ulał do sytuacji w sprawie, którą omówię. Dodatkowo dziś wieczorem Madryt się ściera z Manchesterem i trochę atmosfera piłkarska mi się udzieliła.
Sprawa dotyczy losów apelacji od całkiem już słynnego postanowienia Sądu Rejonowego w Piasecznie, które przedstawiało w sposób najbardziej chyba kompleksowy krytykę konstrukcji zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych. Pisałem o nim już dwukrotnie, dziś zaś jest okazja do trzeciego wpisu, bo właśnie otrzymałem z Sądu Okręgowego w Warszawie świeże postanowienie wraz z uzasadnieniem wydane w sprawie XXVII Ca 331/16.
Dlaczego jednak Sąd Rejonowy wygrał 2:1 i dlaczego akurat u siebie. Czytelnicy bardziej obyci z regułami piłkarskich dwumeczów wiedzą, że taki wynik na własnym stadionie jest tylko częściowo korzystny, bo bramki strzelone na wyjeździe mogą rozstrzygać o awansie.
Sąd Rejonowy znalazł się w podobnej sytuacji – apelacja została oddalona, a zaskarżone orzeczenie w większości ocenione bardzo pozytywnie, ale kluczowa kwestia zasiedzenia służebności została rozstrzygnięta przez Sąd Okręgowy odmiennie, zgodnie z linią orzeczniczą Sądu Najwyższego. Patrząc na trud włożony w przygotowanie uzasadnienia, koncentrującego się na krytyce konstrukcji zasiedzenia służebności, orzeczenie drugiej instancji raczej nie zostanie odebrane jako spełniające oczekiwania Sądu Rejonowego.
Jeżeli chodzi o uzasadnienie stanowiska Sądu Okręgowego w tym zakresie, jest ono raczej zdawkowe, a sprowadza się do stwierdzenia, że konstrukcja zasiedzenia służebności nie powstała w wyniku niedopuszczalnego w orzecznictwie prawotwórstwa:
„Praktyka ukształtowana wspomnianymi uchwałami Sądu Najwyższego miała więc ze swej natury charakter interpretacyjny, a jej celem i rezultatem było ustalenie treści norm prawnych – przepisów o służebnościach gruntowych – w odniesieniu do stanów faktycznych związanych z urządzeniami przesyłowymi. Biorąc pod uwagę konstytucyjne kompetencje władzy sądowniczej, praktyka ta miała więc charakter rekonstrukcyjny, nie polegała zaś na tworzeniu prawa.”
Warto zwrócić uwagę, iż powyższe stanowisko zostało uzasadnione zasadniczo wyłącznie poprzez powołanie orzeczeń wydanych po 2003 r., co jednak nie wzbudziło żadnych wątpliwości Sądu Okręgowego.

Sąd odwoławczy słuszność orzeczenia sądu pierwszej instancji upatrywał zatem w innych okolicznościach.
W pierwszej kolejności wskazał na kwestię znaczenia dowodowego dokumentów złożonych do akt sprawy. Podkreślił, iż w przypadku, gdy dokument jest ogólny i nie można go jednoznacznie powiązać z daną nieruchomością, nie powinien być traktowany jako dowód dla okoliczności faktycznej istotnej dla ograniczenia własności:
„Uważna i dogłębna analiza protokołu z 1966 roku (protokół k. 62-63) może prowadzić do konkluzji, iż wcześniej istniały jakieś instalacje energetyczne, jednakże nie jest możliwe szczegółowe i precyzyjne ustalenie ich lokalizacji, usytuowania, przebiegu a w szczególności czy obciążały nieruchomości wnioskodawców w identyczny sposób, jak obecnie istniejąca linia elektroenergetyczna. Brak dokładnych załączników graficznych w postaci map całkowicie wyklucza możliwość ustalenia przebiegu linii energetycznej wskazanej w powyższym protokole.”
Po wtóre zgodził się z Sądem Rejonowym w zakresie posiadania służebności przez przedsiębiorcę w złej wierze, albowiem brak było jakichkolwiek dowodów na okoliczność posiadania przez przedsiębiorcę i jego poprzedników tytułu prawnego do korzystania z nieruchomości. Sąd podkreślił, iż stałego uprawnienia do korzystania z nieruchomości m.in. w celu wykonywania prac konserwacyjnych i naprawczych nie daje w szczególności decyzja o pozwoleniu na budowę urządzeń.
Sąd Okręgowy ponadto uznał, iż prawidłowo w pierwszej instancji ustalono nieudowodnienie okoliczności przeniesienia posiadania służebności:
„Zgodnie z § 1 ust. 3 zarządzenia, Przedsiębiorstwo (…) powstało na bazie zakładu „Zakład Energetyczny (…)”, jednakże § 2 wyraźnie przewidywał, że nowopowstałemu przedsiębiorstwu przydziela się składniki mienia zgodnie z ustaleniami komisji powołanej w trybie (…). Zgodnie z powołanym w zarządzeniu przepisem, w razie podziału przedsiębiorstwa do obowiązków organu założycielskiego należało m.in. powołanie komisji do przeprowadzenia inwentaryzacji mienia przedsiębiorstwa ulegającego podziałowi oraz w celu dokonania szczegółowego podziału składników mienia, jak również zobowiązań i wierzytelności tego przedsiębiorstwa między przedsiębiorstwa powstałe w wyniku podziału.
Tymczasem jak trafnie zauważył Sąd I instancji – uczestnik nie przedłożył dokumentów stanowiących rezultat prac tak powołanej komisji, zatem nie sposób określić czy, kiedy i jakie składniki mienia przedsiębiorstwa podlegającego podziałowi zostały przeniesione na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W. (…) Równocześnie uczestnik ani nie wskazał okoliczności w jakich miałoby dojść do przeniesienia posiadania służebności ze Skarbu Państwa na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W., ani tym bardziej nie przedłożył żadnych dokumentów potwierdzających tę okoliczność.”
Co do zasady zatem postanowienie Sądu Rejonowego zostało ocenione pozytywnie, zabrakło przysłowiowej wisienki na torcie. W tej sprawie chodziło jednak przede wszystkim o ową wisienkę, a nie o tort.