Z pewnością wiesz, choćby na podstawie moich ostatnich wpisów, że w Trybunale Konstytucyjnym będzie rozpatrywana sprawa zgodności z Konstytucją przepisów o zasiedzeniu służebności w rozumieniu, które nadał im swoją wykładnią począwszy od 2003 r. Sąd Najwyższy.

Z moich obserwacji wynika, że sprawa nie budzi emocji, jakich należałoby się spodziewać, być może z uwagi na wcześniej umorzone postępowanie w podobnym przedmiocie, być może też z uwagi na zamieszanie polityczne wokół Trybunału, którego skutkiem było osłabienie znaczenia jego orzeczeń w odbiorze społecznym. Nie piszę bloga politycznego, więc ten wątek pominę, szanując też fakt, że mojego bloga o prawie czytają osoby o różnych poglądach politycznych.

Tym razem jednak jest różnica, którą łatwo dostrzec czytając pytanie prawne, którego treść starannie dopasowano do wyrażonego już uprzednio przez Trybunał poglądu zawartego w postanowieniu z 17 lipca 2014 r. wydanego w sprawie P 28/13:

Nie ulega wątpliwości, że począwszy od uchwały SN z 17 stycznia 2003 r., sygn. akt III CZP 79/02 (OSNC nr 11/2003, poz. 142) przez liczne kolejne orzeczenia, w tym m.in. uchwałę SN z 7 października 2008 r., sygn. akt III CZP 89/08 (Lex nr 458125), orzecznictwo SN nie tylko wykreowało służebność gruntową odpowiadającą treści służebności przesyłu (wprowadzonej do k.c. 3 sierpnia 2008 r.), ale dopuściło także możliwość zasiedzenia przez przedsiębiorstwo przesyłowe powyższej służebności gruntowej przed wejściem w życie art. 3051-art. 3054 k.c.” 

Oczywiście może paść prosta odpowiedź – sorry taki mamy klimat, nie wy pierwsi i nie ostatni zostaliście wystawieni przez Państwo. Wydaje się, że jest ona bardziej prawdopodobna niż orzeczenie o niekonstytucyjności zakwestionowanej wykładni, z drugiej jednak strony dzieją się obecnie rzeczy, których też nie przewidywaliśmy jeszcze niedawno, zatem trudno zakładać cokolwiek z pewnością.

20_0

Dlaczego ta sprawa może jednak namieszać?

Powód tkwi w nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego, do którego dodano przepis art. 177 § 1 pkt 3(1):

Sąd może zawiesić postępowanie z urzędu jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku postępowania toczącego się przed Trybunałem Konstytucyjnym albo Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wskazany przepis wszedł w życie kilkanaście dni temu, co jednak ważne ma zastosowanie we wszystkich toczących się postępowaniach, także tych wszczętych przed jego wejściem w życie (art. 21 ust. 2 ustawy nowelizującej).

Każdy zatem sąd powszechny obecnie rozpatrujący sprawę, w której zostanie zgłoszony zarzut zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych albo sprawę z wniosku o stwierdzenie zasiedzenia takiej służebności, będzie uprawniony do zawieszenia postępowania do czasu zakończenia postępowania w Trybunale.

To bardzo istotna zmiana, gdyż w poprzednim przypadku, kiedy rozpatrywano pytania prawne w 2014 r., procedura cywilna nie zezwalała na zawieszenie postępowania z uwagi na toczące się postępowanie, wszczęte pytaniem prawnym do Trybunału konstytucyjnego skierowanym przez inny sąd.

Każdy prawnik, który zajmuje się zawodowo kwestiami związanymi z urządzeniami przesyłowymi ma świadomość, że sędziowie sądów powszechnych na pewno nie są w 100% zwolennikami poglądów Sądu Najwyższego odnośnie do możliwości nabycia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych, szczególnie przed 2003 r. Niektórzy sędziowie oddalają takie wnioski zupełnie bez badania, inni zarzucają przedsiębiorcom nie udowodnienie przesłanek zasiedzenia, nie negując wprost zasady.

Postawy są różne, jednak wszyscy nieprzekonani sędziowie otrzymali od ustawodawcy narzędzie do powstrzymania się od wydania orzeczenia, do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Trybunał Konstytucyjny.

Swoją drogą do owych nieprzekonanych dołączył właśnie Sąd Rejonowy w Brodnicy, którego pytanie prawne zostało zarejestrowane pod sygnaturą P 18/16 i połączone do wspólnego rozpoznania z pytaniem Sądu Rejonowego w Grudziądzu.

Grudziądz, Brodnica… Teraz czekamy na Toruń? 😉

Zacznę od wątku sportowego, bo właśnie oglądam, jak Robert Lewandowski próbuje wstrzelić się do hiszpańskiej bramki. Przyszło mi do głowy, że mamy ze sobą ciut wspólnego – zarówno on, jak i ja, bez wsparcia zespołu nie bylibyśmy w stanie wiele osiągnąć.

Jednego z moich współpracowników zapewne znacie, to mec. Iwo Fisz, który prowadzi popularny serwis internetowy dotyczący problemów planistycznych oraz związanych z obrotem gruntami rolnymi. Dziś zaś chciałem Wam przedstawić mec. Adrianę Łaszewską, która cyklicznie będzie dzieliła się z Wami informacjami o ciekawych orzeczeniach sądów rejonowych i okręgowych w sprawach, które prowadzimy, które przesłali nam zaprzyjaźnieni prawnicy, albo które po prostu znaleźliśmy w bazie orzeczeń.

Adriana oczywiście się do tego nie przyzna, ale na pewno ma tremę w związku z debiutem na łamach tak świetnego bloga 🙂 No dobra, kończę już ten przydługi wstęp i oddaję jej głos.

formal_adriana-laszewska_fotor_fotor

Dziś omówię postanowienie Sądu Rejonowego w Toruniu, wydane w sprawie rozpoznanej pod sygnaturą XI Ns 2830/15, odnoszące się do kwestii charakteru posiadania mogącego prowadzić do zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych.

Sprawa dotyczyła elektroenergetycznej linii napowietrznej o napięciu 110 kV wybudowanej w połowie 1979 r. oraz linii napowietrznej o napięciu 15 kV wybudowanej w połowie 1982 r.

Przedsiębiorca przesyłowy wniósł o stwierdzenie zasiedzenia służebności gruntowej o treści odpowiadającej służebności przesyłu podnosząc istnienie dobrej wiary w momencie rozpoczęcia posiadania służebności, co miało uzasadniać zastosowanie krótszych terminów zasiedzenia.

Sąd Rejonowy oddalił wniosek. U podstaw tego rozstrzygnięcia legło ustalenie, iż władztwo wykonywane przez poprzedników prawnych przedsiębiorcy przesyłowego w stosunku do nieruchomości obciążonej urządzeniami nie mogło zostać zakwalifikowane jako posiadanie prowadzące do zasiedzenia służebności gruntowej aż do daty utraty mocy obowiązującej przez ustawę z dnia 28 czerwca 1950 r. o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli, co nastąpiło w dniu 10 kwietnia 1997 r.

Wnioskodawca we wniosku oświadczył bowiem, iż budowa obu linii przesyłowych odbyła się w trybie przepisów tej ustawy, która utraciła moc dopiero z dniem 10 kwietnia 1997 r. Powyższa okoliczność miała przemawiać za uznaniem, iż objęcie służebności w posiadanie nastąpiło w dobrej wierze – przepisy wskazanej ustawy stanowić miały tytuł prawny do posadowienia urządzeń na nieruchomości i późniejszego korzystania z niej.

Powyższa okoliczność była pomiędzy stronami postępowania bezsporna, albowiem właściciele nieruchomości wprost przyznali ją, podnosząc jednak, iż takie posiadanie wykonywane przez przedsiębiorcę wykluczało możliwość rozpoczęcia biegu terminu zasiedzenia służebności przed dniem 10 kwietnia 1997 r., z uwagi na brak cech bezprawności, jak również odmienny animus władania nieruchomością i inny zakres wykonywanych na postawie ustawy uprawnień, niż w przypadku służebności gruntowej.

Sąd Rejonowy, powołując się na uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 20 listopada 2015 r. (III CZP 76/15) wskazał, iż „dla możliwości nabycia w drodze zasiedzenia służebności związanej z utrzymywaniem urządzeń przesyłowych podstawowe znaczenie ma rodzaj wykonywanych przez posiadacza uprawnień, których zakres determinowany jest rodzajem tytułu uprawniającego do korzystania z nieruchomości.”

Konsekwentnie, zdaniem Sądu Rejonowego „Tytułem do posiadania rzeczy w zakresie prawa określonego rodzaju nie może być tytuł do władania nią w jakikolwiek sposób, lecz tylko w taki, jaki odpowiada posiadaniu charakterystycznemu dla tego prawa. Tytuł do posiadania służebności gruntowej, w tym także o treści służebności przesyłu, nie może wynikać ze stosunku obligacyjnego wykreowanego umową najmu, dzierżawy, ani także z rzeczowego prawa użytkowania, bowiem treść tych tytułów nie odpowiada treści wykonywania służebności. Tytułem posiadania służebności o treści służebności przesyłu nie może być także decyzja administracyjna, która nie kreuje tego prawa podmiotowego, lecz prowadzi do ograniczenia właściciela w jego uprawnieniach.”

Powyższe stanowisko odpowiada podstawowej zasadzie obowiązującej przy dokonywaniu kwalifikacji władania rzeczą w sprawach o stwierdzenie zasiedzenia, zgodnie z którą owej kwalifikacji należy dokonywać przy uwzględnieniu nie tylko elementu „fizycznego” (corpus), ale również „psychicznego” (animus), a więc nastawienia psychicznego posiadacza do wykonywanego władztwa.

Ponadto, Sąd Rejonowy zwrócił uwagę, iż do zasiedzenia służebności może prowadzić jedynie posiadanie bezprawne, powołując się na uchwałę Sądu Najwyższego wydaną w Składzie Siedmiu Sędziów 8 kwietnia 2014 r. w sprawie o sygnaturze III CZP 87/13 oraz postanowienie Sądu Najwyższego wydanego 9 grudnia 2014 r., w sprawie o sygnaturze III CSK 348/13.

Zdaniem Sądu Rejonowego, korzystanie z nieruchomości na podstawie przepisów prawa (w tym przypadku przepisów ustawy o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli) wyłącza możliwość posiadanie nieruchomości w sposób prowadzący do zasiedzenia służebności gruntowej, tak samo jak w przypadku wykonywania uprawnień na podstawie decyzji wywłaszczeniowej, bądź zastępującej tą decyzję umowy obligacyjnej – z uwagi na brak cech bezprawności, będącej podstawową przesłanką zasiedzenia.

Powyższe oznacza, iż w rozpoznawanym przypadku termin zasiedzenia mógł rozpocząć bieg dopiero w momencie, gdy przedsiębiorca przesyłowy utracił prawo do korzystania z nieruchomości, na które się powoływał, co w świetle jego oświadczeń nastąpić miało z dniem 10 kwietnia 1997 r.

Omówione postanowienie jest nieprawomocne, problem prawny jest jednak ciekawy, a takie spojrzenie na ustawę o powszechnej elektryfikacji nieczęsto można spotkać w orzecznictwie.

Bum…. I zbieramy szczęki z podłogi.

Nie, to nie był ring, tylko sala sądowa. Czasami zdarzają się takie nokauty, po których ciężko się podnieść (w zależności od strony procesowej, ze szczęścia albo z bólu :))

Dziś opowiem Wam o takim właśnie nokaucie, co ma związek z zakończeniem mojego poprzedniego wpisu o możliwości zastosowania art. 5 Kodeksu cywilnego, czyli, najogólniej mówiąc, zasad słuszności, w postępowaniu o ustanowienie służebności przesyłu.

Sprawa dotyczyła urządzenia podziemnego, wybudowanego przed kilkunastu laty. W czasie jego budowy inwestor zawierał z właścicielami nieruchomości umowy, na mocy których pozyskiwał prawo do wybudowania urządzenia oraz późniejszego korzystania z nieruchomości w celu dostępu do niego w razie potrzeby wykonania konserwacji i remontów.

To była umowa wzorowana na administracyjnym ograniczeniu własności, chodziło o to, żeby uregulować stan prawny urządzenia w sposób trwały, z wykorzystaniem dostępnych środków prawnych.

I tu zaskoczenie. To był przecież koniec lat 90 XX w., a nie ustanawiano służebności gruntowych na potrzeby urządzeń przesyłowych? Dziwni ludzie, przecież wszyscy wiedzieli wówczas, że za kilka lat Sąd Najwyższy stworzy nowy rodzaj służebności…

Nawet Jon Snow to wiedział 🙂

Wracając do sprawy. Umowę zawarto, wypłacono należne świadczenia i przez kilkanaście lat wszyscy żyli zgodnie i szczęśliwie.

Jednak nastał rok 2008, w którym wprowadzono do Kodeksu cywilnego służebność przesyłu. Bez cienia wątpliwości wprowadzono ją po to, by regulować nowe inwestycje, ale też, by móc ustanowić tytuł prawny dla wybudowanych już urządzeń, utrzymywanych bez tytułu prawnego.

Właściciel nieruchomości rozważył nową sytuację i zwrócił się do przedsiębiorcy z wnioskiem o ustanowienie służebności. Co ważne oświadczył, iż wypowiada umowę, która go łączy z przedsiębiorcą, albowiem uważa, że regulując na nowo status prawny urządzeń w oparciu o nowe przepisy uzyska znacznie wyższe świadczenie niż wypłacone przed laty.

20140727_132354_Fotor

Przedsiębiorca wniósł o oddalenie wniosku o ustanowienie służebności przesyłu zarzucając, że ustanowienie służebności nie jest konieczne, bowiem łączy go z właścicielem umowa, która precyzyjnie reguluje wzajemne prawa i obowiązki, także na etapie eksploatacji urządzenia.

Przedsiębiorca zarzucił sprzeczność wypowiedzenia umowy z powołanym na wstępie art. 5 Kodeksu cywilnego. Wskazał, iż przez wiele lat strony zgodnie wykonywały łączącą je umowę, a właściciel nigdy nie wyrażał niezadowolenia z kwoty świadczenia, które otrzymał po zakończeniu budowy. Kluczowy, w jego ocenie, był powód wypowiedzenia umowy, którym była wyłącznie chęć uregulowania sytuacji na nowo, z wykorzystaniem służebności przesyłu, za wynagrodzeniem określonym według aktualnych zasad. Według przedsiębiorcy wynagrodzenie miałoby przynajmniej w części zostać powtórnie wypłacone za to samo ograniczenie własności, tylko na innej podstawie prawnej.

Sąd rejonowy rozpatrujący sprawę podzielił ten pogląd, trzeba przyznać dość niespodziewanie na rozprawie, po prostu oddalając wniosek. To był naprawdę siarczysty sierpowy prosto w szczękę. Raz, dwa, trzy… wpłynęła apelacja, liczenie odłożone.

Sąd w uzasadnieniu wyjaśnił, iż ocenił dokonane wypowiedzenie łączącej strony przez kilkanaście lat umowy stanowiło nadużycie prawa podmiotowego, w związku z czym oświadczenie to nie wywarło oczekiwanego skutku prawnego. Chodziło konkretnie o uzasadnienie wypowiedzenia, gdzie wyraźnie wskazano, że chodzi o uregulowanie stanu urządzeń na nowo na korzystniejszych warunkach finansowych. Sąd doszedł do wniosku, iż nie uzasadnia to możliwości jednostronnego rozwiązania łączącej strony od dłuższego czasu i zgodnie wykonywanej umowy.

Taka konstatacja doprowadziła Sąd do ustalenia, iż strony nadal łączy umowa, która wystarczająco precyzyjne wzajemne prawa i obowiązki, zatem ustanowienie służebności przesyłu nie jest konieczne.

Każdy może mieć swoją ocenę opisanej sytuacji – dobrze jednak, że sędziowie nadal mają odwagę rozstrzygać sprawy zgodnie ze swoim sumieniem. To bardzo ważne, jako prawnicy bowiem mamy tendencję do mechanicznego stosowania prawa, czasami nie zastanawiając się głębiej nad sensem norm prawnych (te zaś potrafią zmieniać swoją treść, w zależności od aktualnego kierunku wiatru na Placu Krasińskich w Warszawie).

Trudny dylemat.

Co zrobić w sytuacji, w której jednocześnie toczą się postępowania: z powództwa właściciela nieruchomości o usunięcie urządzeń przesyłowych, i z wniosku przedsiębiorcy o ustanowienie służebności przesyłu?

Któremu z tych roszczeń należy przyznać pierwszeństwo?

Dylemat trudny, aczkolwiek na pewno możliwy do rozwiązania. W każdym razie Sąd Najwyższy go rozwiązał i to w sposób, który konsekwentnie przyjmuje od kilku lat.

Sprawa została zainicjowana wspomnianym wnioskiem przedsiębiorcy, który zmierzał do ustanowienia służebności przesyłu dla linii elektroenergetycznej niskiego napięcia. Właściciel nieruchomości nie chciał się na to zgodzić podnosząc, że możliwy jest inny przebieg urządzeń, zatem ustanowienie służebności nie jest konieczne.

Dodatkowo właściciel ten wytoczył powództwo o nakazanie usunięcia urządzeń i domagał się zawieszenia postępowania o ustanowienie służebności przesyłu do czasu jego prawomocnego zakończenia.

Sądy powszechne rozpatrujące sprawę nie uwzględniły wniosku o zawieszenie i ustanowiły służebność przesyłu. Uznały, iż w przypadku gdy urządzenia są już posadowione na nieruchomości, ustanowienie służebności jest konieczne wówczas gdy przedsiębiorca nie legitymuje się odpowiednim tytułem prawnym. Oceniły, że nie są uprawnione do badania, jakie mogłyby być alternatywne przebiegi linii elektroenergetycznych i są „związane” stanem istniejącym, który ma zostać spetryfikowany poprzez ustanowienie służebności.

Sąd Okręgowy wskazał dodatkowo, że zawieszone powinno zostać postępowanie o nakazanie usunięcia urządzeń, bo konstytutywne orzeczenie o ustanowieniu służebności przesyłu stworzy nowy stan prawny wpływający na zasadność wzmiankowanego żądania.

Niezadowolony z takiego orzeczenia właściciel nieruchomości wniósł skargę kasacyjną, która została rozpoznana i oddalona przez Sąd Najwyższy 20 kwietnia 2016 r. w sprawie pod sygnaturą V CSK 510/15.

Sąd Najwyższy wskazał w pierwszej kolejności, iż rozstrzygnięcie w sprawie o ochronę prawa własności nie nosi cechy prejudycjalności w postępowaniu o ustanowienie służebności przesyłu. Zauważył, iż ustanowienie tej służebności nie zniweczy konstytucyjnej ochrony prawa własności, albowiem zostanie ustanowione ograniczone prawo rzeczowe przewidziane przez ustawę, po uprzednim ustaleniu, iż wydanie takiego orzeczenia jest konieczne, a na rzecz właściciela zaś zostanie zasądzone odpowiednie wynagrodzenie.

Dodatkowo, w ocenie Sądu Najwyższego, ustanowienie służebności nie wyklucza późniejszej realizacji roszczeń właściciela nieruchomości o zmianę treści służebności albo jej zniesienie.

W tym zakresie Sąd Najwyższy nie do końca ma rację, bo skuteczność wskazanych roszczeń uzależniona jest od wystąpienia istotnej zmiany stosunków na nieruchomości – to jednak już po ustanowieniu służebności. Sąd powszechny rozpatrujący taką sprawę nie będzie zatem uwzględniał stanu wcześniejszego, który został usankcjonowany poprzez ustanowienie służebności przesyłu.

WP_20130623_005_0

Dalej Sąd Najwyższy zajął się wyjaśnieniem, na czym polega „konieczność” ustanowienia służebności przesyłu. Zaprzeczył, jakoby dla urządzeń istniejących należało badać możliwe alternatywne przebiegi linii przez nieruchomość, w szczególności w aspekcie zmniejszenia zakresu ograniczenia własności.

Sąd rozpoznający wniosek powinien zweryfikować jedynie czy bez ustanowienia służebności możliwe jest właściwe korzystanie z urządzeń przez przedsiębiorcę przesyłowego, ewentualnie jak należy ocenić zakres (terytorialny, treściowy) właściwego koniecznego korzystania.

Konsekwentnie, sąd powszechny nie jest uprawniony do nakazania przebudowy urządzeń przesyłowych lub oddalenia wniosku o ustanowienie służebności przesyłu dla urządzeń już istniejących na nieruchomości z uwagi na to, że służebność nie jest konieczna.

Trudno nie zgodzić się z Sądem Najwyższym odnośnie do samej przesłanki konieczności, bo przepis wyraźnie mówi, że służebność należy ustanowić, jeżeli jest ona „konieczna dla korzystania z urządzeń”, nie odwołując się do innych przesłanek np. minimalizacji obciążenia nieruchomości.

W tym zakresie znaczenie może mieć odesłanie do odpowiedniego stosowania przepisów o służebnościach gruntowych. Sąd Najwyższy to dostrzegł, jednak jego zdaniem specyfika służebności przesyłu wyklucza tożsame rozumienie przedmiotowej wytycznej na gruncie tej służebności i służebności gruntowej.

Rzeczywiście, nie można wprost utożsamiać możliwości ingerencji sądu powszechnego jeżeli chodzi o ustanowienie np. drogi koniecznej na nieruchomości innym szlakiem niż faktycznie wykonywany, z możliwością władczej ingerencji w sposób przebiegu urządzenia liniowego posadowionego na wielu nieruchomościach naraz. Z uwagi na cechy urządzeń liniowych w części przypadków (nie we wszystkich) przebieg będzie miał charakter wyłączny ze względów czysto technicznych.

Sąd Najwyższy wskazał, iż ewentualną zmianę trasy przebiegu można sobie wyobrazić w przypadku urządzeń projektowanych dopiero do budowy – co jednak w praktyce również może być bardzo trudne, wobec konieczności uprzedniego przeprowadzenia procedury środowiskowej oraz prawnej lokalizacji urządzeń mocą zapisów planu miejscowego albo decyzji lokalizacyjnej.

Co do zasady zatem Sąd Najwyższy ma rację – moje wątpliwości budzą jedynie przypadki skrajne. Może bowiem zdarzyć się sytuacja, w której ustanowienie służebności będzie prowadziło do skutków rażąco niesprawiedliwych dla właściciela nieruchomości. Chodzi dla przykładu o nielegalnie wybudowane linie przecinające wartościowe działki przeznaczone pod zabudowę przemysłową albo mieszkalną, jeżeli technicznie możliwa jest zmiana przebiegu linii albo przebudowa z linii napowietrznej na kablową.

Jeżeli będziemy trzymali się bardzo ściśle opisanej wykładni, właściciel nieruchomości nie będzie miał możliwości skutecznego wytoczenia powództwa nawet o przebudowę linii w obrębie jego nieruchomości, bo przedsiębiorca zablokuje jego działania wnioskiem o ustanowienie służebności przesyłu w przebiegu istniejącym. Oczywiście można spróbować porozumieć się co do przebudowy, ale tu nie zawsze da się osiągnąć konsensus odnośnie do warunków, w szczególności z uwagi na standardowy rozkład kosztów takiej inwestycji.

W takiej sytuacji wniosek o ustanowienie służebności mógłby zasadniczo zostać oddalony wyłącznie na podstawie art. 5 K.c., choć to oczywiście rozwiązanie bardzo rzadko spotykane na salach sądowych. Dla takich przypadków pozostaje też droga postępowania administracyjnego dotyczącego samowoli budowlanej, ale to inna kwestia.

Jeżeli chodzi o moją ocenę, dobrze byłoby zostawić furtkę sądom, żeby nie wykluczać podstawowej ich roli, jaką jest wydawanie orzeczeń odpowiadających przepisom prawa, jednak również nie ignorujących zasad słuszności. Być może ową furtką jest art. 5 K.c. Swoją drogą znam dwie takie sprawy, w których wniosek o ustanowienie służebności przesyłu został oddalony z uwagi na zasady słuszności.

Dziś omówię ciekawe postanowienie Sądu Najwyższego, które dotyczy możliwości powoływania się na domniemanie wyrażenia przez właściciela nieruchomości zgody na wybudowanie i eksploatację urządzeń przesyłowych, wynikającego z wydania przez właściwy organ pozwolenia na budowę.

Sprawa została rozpoznana przez Sąd Najwyższy 19 maja 2016 r., a zarejestrowano ją pod sygnaturą IV CSK 522/15.

Przedsiębiorca wniósł o stwierdzenie nabycia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych przez zasiedzenie. Sąd pierwszej instancji uwzględnił wniosek. Ustalił, iż mocą decyzji wydanej w lutym 1987 r. zatwierdzono plan realizacyjny budowy i przebudowy urządzeń oraz udzielono pozwolenia na ich budowę i przebudowę. Na podstawie tych decyzji na nieruchomości, której dotyczyło postępowanie, wzniesiono urządzenia służące do dystrybucji energii elektrycznej. Urządzenia protokolarnie odebrano w kwietniu 1988 r. W okresie eksploatacji linii pracownicy przedsiębiorstwa państwowego, a później spółki prawa handlowego, nie doznawali przeszkód ze strony właścicieli w zakresie dostępu do nieruchomości.

Sąd Rejonowy stwierdził zasiedzenie służebności w dobrej wierze, albowiem domniemanie jej istnienia wynikające z art. 7 Kodeksu cywilnego nie zostało wzruszone.

Sąd odwoławczy wniosek o zasiedzenie oddalił z uwagi na brak wystarczającego okresu posiadania służebności w złej wierze. Sąd II instancji przyznał, że rzeczywiście właściciel nieruchomości nie zdołał swoimi działaniami obalić domniemania dobrej wiary, jednak sąd zobligowany był do oceny całokształtu materiału dowodowego i wyciągnięcia odpowiednich wniosków niezależnie od tego, kto zgłosił wnioski dowodowe i na jakie okoliczności.

Na korzyść właściciela, w ocenie sądu okręgowego, przemawiała treść adnotacji na decyzji Urzędu Wojewódzkiego, z której wynika, że doręczono ją wykonawcy linii, Urzędowi Gminy w N. i złożono ad acta oraz brak informacji w projekcie modernizacji aby jej wykonawca dysponował zgodą właścicieli nieruchomości.

To ustalenie wspierało stanowisko właścicieli nieruchomości, który twierdzili, że ich poprzednicy prawni nie otrzymali decyzji, nie mogli wnieść od niej odwołania, nie wyrazili zgody na objęcie części ich nieruchomości w posiadanie, a nawet wyrażali sprzeciw wobec pracowników przystępujących do wykonywania robót.

Z tych względów Sąd drugiej instancji uznał, że sam fakt wydania pozwolenia na budowę nie potwierdza udzielenia zgody przez właścicieli nieruchomości na wejście na grunt i jego dalsze wykorzystywanie, a ocena materiału zebranego w sprawie nakazuje przyjąć złą wiarę posiadacza urządzeń elektroenergetycznych i trzydziestoletni termin zasiedzenia, który nie upłynął.

img_3307_fotor

Sprawa wraz ze skargą kasacyjną trafiła do Sądu Najwyższego. Podstawowym zarzutem skargi był argument, że z faktu wydania pozwolenia na budowę wynika kolejne „domniemanie prawno-faktyczne”, że poprzednik prawny wnioskodawcy wykazał prawo do dysponowania nieruchomością w dacie rozpoczęcia robót, zatem był posiadaczem w dobrej wierze.

Sad Najwyższy uznał, iż powołane przepisy prawa budowlanego wskazują jedynie wymagania formalne uzyskania decyzji, a ich brzmienie w żadnym razie nie daje podstaw do przyjęcia konstrukcji domniemania prawnego.

Wskazał dalej na uchwałę wydaną w sprawie III CZP 76/15, w której Sąd Najwyższy, odnosząc się w uzasadnieniu wprost do Prawa budowlanego z 1974 r., obowiązującego do końca 1994 r., podniósł, że tytułem wykazującym prawo do dysponowania nieruchomością mogło być, poza własnością czy użytkowaniem wieczystym, także uprawnienie wynikające z użytkowania, czy ze stosunku obligacyjnego (najem, dzierżawa).

Tu krótka dygresja, w której odwołam się do postanowień Sądu Najwyższego wydanych np. w sprawie III CSK 348/13, II CSK 75/14 oraz V CSK 276/13 – fakt wejścia w posiadanie nieruchomości i towarzysząca temu świadomość prawna winna być oceniana przy uwzględnieniu obowiązujących w tym czasie norm prawnych. Przedsiębiorca, korzystający z nieruchomości za zgodą jej właściciela, mógł pozostawać w przekonaniu, że przysługuje mu użyczenie albo stosunek do niego zbliżony, nie mógł przecież przewidzieć, że za kilkanaście lat, w 2003 r., zostanie wykreowana w orzecznictwie szczególny rodzaj służebności gruntowej (quasi służebności gruntowej?) na potrzeby urządzeń przesyłowych.

Powyższe jest dobrze widoczne w sprawach prowadzonych w pierwszym dziesięcioleciu XX w. Niedawno zupełnie przypadkiem (sprawa przeleżała z apelacją w szufladzie w sądzie 10 lat!) miałem możliwość zapoznania się z wyrokiem sądu powołującym się na obligację realną, czyli na użyczenie skuteczne wobec kolejnych właścicieli nieruchomości.

Przedsiębiorca w tej sprawie nawet nie bronił się zarzutem zasiedzenia służebności (proces toczył się w latach 2005-2006), wówczas wiedza o takiej służebności i zarzucie nie była powszechna, tym bardziej nie wykorzystywano jej powszechnie w obrocie prawnym. Nie muszę chyba długo uzasadniać twierdzenia, że sytuacja w latach 90 XX w. była jeszcze bardziej odmienna od aktualnego sposobu interpretowania przepisów o zasiedzeniu służebności.

Wracając do analizowanego postanowienia, Sąd Najwyższy wskazał, iż z faktu wydania decyzji o pozwoleniu na budowę można co najwyżej wywieść wniosek, że organ administracji publicznej prowadzący postępowanie o wydanie pozwolenia na budowę przypisał inwestorowi taki tytuł, gdyż była to dla niego jedna z przesłanek warunkujących uwzględnienie wniosku o wydanie żądanego pozwolenia oraz o rodzaju tytułu prawnego inwestora może wypowiedzieć się w uzasadnieniu decyzji.

Sąd Najwyższy podkreślił, iż decyzja o pozwoleniu na budowę nie może być traktowana jako decyzja zezwalająca na wejście na cudzy grunt i legalizująca tę czynność. Z opisanych wyżej względów Sąd Najwyższy uznał, iż Sam fakt legitymowania się przez inwestora decyzją o pozwoleniu na budowę nie może być podstawą dla przyjęcia istnienia domniemania faktycznego.

Sąd Najwyższy ocenił też jako prawidłowe stanowisko sądu drugiej instancji, co do tego, że do obalenia domniemania prawnego może dojść na skutek oceny wszystkich dowodów zebranych w sprawie, niezależnie od tego, która ze stron wnioskowała o ich przeprowadzenie.

1 17 18 19 20 21 75 Strona 19 z 75