Mediacja szansą dla sporów przesyłowych

Blog internetowy to przede wszystkim wirtualne miejsce dla publikacji własnych poglądów. Z czasem jednak, kiedy zawartość merytoryczna staje się coraz bogatsza, potrafi przekształcić się w miejsce skupiające wokół siebie specjalistów oraz osoby zainteresowane daną problematyką.

Taki proces przechodzi również mój blog i myślę, że to dobry moment, żeby co pewien czas oddać głos ważnym, w mojej ocenie, postaciom ze świata urządzeń przesyłowych.

Jak się słusznie domyślacie ten wstęp poczyniłem nie bez powodu. Z okazji zbliżającego się Salonu Mediatora organizowanego przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, dziś gościnnie z tematem mediacji jako szansy dla sporów przesyłowych, zmierzy się Pani mecenas Izabela Liberaktóra od wielu lat bardzo rzetelnie zajmuje się tą problematyką jako pełnomocnik procesowy, będąc jednocześnie mediatorem.

Wspólnie z Panią Mecenas, 11 maja 2016 r. zaprezentujemy prelekcje podczas Salonu Mediatora, którego mam zaszczyt być współorganizatorem. Salon dotyczył będzie mediacji jako szansy dla wypracowania kompromisu przez strony sporów przesyłowych, szczególnie dotyczących urządzeń planowanych do budowy albo przeznaczonych do remontu.

Poniżej znajdziecie wpis przygotowany przez Mecenas Liberę, za co jej serdecznie dziękuję i oddaję się wspólnie z Wami lekturze:

SESJA_FIRMOWA_2015-9_Fotor

„I co Pani daje ta medytacja?”

To tylko jedno w wielu pytań, jakie słyszę, gdy przedstawiam się jako mediator. Inne odnoszą się do mediów – otrzymuję np. gratulacje z powodu założenia „domu mediowego”. Pytania te świadczą o tym, jak mało znana jeszcze i jak niedoceniana jest mediacja i rola mediatora w postępowaniu sądowym.

Tymczasem instytucja mediacji, wprowadzona kilka lat temu do procesu cywilnego, stanowić może bardzo użyteczne narzędzie w uzyskaniu satysfakcjonującego obie strony procesu rozstrzygnięcia. Dzięki mediacji możliwe jest m.in. rozwiązywanie konfliktów pomiędzy przedsiębiorstwami przesyłowymi a właścicielami nieruchomości, na których posadowione mają być urządzenia przesyłowe.

Ostatnia nowelizacja Kodeksu Postępowania Cywilnego, obowiązująca od 1 stycznia 2016 wprowadziła wiele przepisów mających na celu zachęcenie zarówno sądów do kierowania spraw do mediacji, jak i samych stron do korzystania z niej.

Czym więc w końcu jest ta mediacja?

Otóż mediacja jest procesem, w którym neutralna osoba trzecia – mediator – pomaga stronom osiągnąć satysfakcjonujące rozwiązanie konfliktu. Bardzo istotne jest przy tym to, że to strony, a więc np. właściciele gruntów i przedsiębiorstwa przesyłowe decydują o tym, jaka będzie treść zawartej ugody. Mediator nie jest sędzią, nie jest też arbitrem, nie rozstrzyga sporu i nie osądza żadnej ze stron. Proces mediacji jest wysoce odformalizowany – strony komunikują się ze sobą telefonicznie, za pomocą poczty email i na bezpośrednich spotkaniach, które odbywają się poza sądem, najczęściej w siedzibie mediatora. Mediacja może też zostać wszczęta jeszcze przed wniesieniem sprawy do sądu (tzw. mediacja pozasądowa).

Ugoda zawarta przed mediatorem i zatwierdzona przez sąd ma mocy ugody sądowej, której sąd z urzędu nadaje klauzulę wykonalności, tak więc nie różni się ostatecznie w swej mocy od wyroku sądowego. Nieco inaczej przedstawia się kwestia ugód, jeśli chodzi o ustanowienie służebności lub dokonanie innych czynności wymagających dla swej ważności formy aktu notarialnego. W takim wypadku ugoda zawarta przed mediatorem musi zostać dodatkowo potwierdzona w formie ugody sądowej. Ta dodatkowa formalność nie wpływa jednak na cały przebieg mediacji, a ostateczny rezultat w postaci uzyskania tytułu wykonawczego jest taki sam. Bardzo istotnym czynnikiem jest też szybkość mediacji. Dzięki niej postępowanie sądowe może trwać dwa, trzy miesiące zamiast trzech, czterech lat.

Powyższe cechy mediacji mogą być bardzo istotne dla przedsiębiorców przesyłowych planujących nowe inwestycje, gdzie czas pełni bardzo ważną rolę. Uzyskanie prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane jest jednym z warunków niezbędnych do uzyskania pozwolenia na budowę. Bez zgody właściciela nie jest możliwe prowadzenie inwestycji. Przedsiębiorca przesyłowy, który napotka opór ze strony dysponentów gruntów, ma do dyspozycji kilka instrumentów prawnych, takich jak złożenie wniosku o wydanie decyzji wywłaszczeniowej w trybie art. 124 Ustawy o gospodarce nieruchomościami, czy też złożenie wniosku do sądu o ustanowienie służebności przesyłu. Każde z tych postępowań niesie dla stron procesu określone ryzyka i często może nie być satysfakcjonujące dla żadnej ze stron. W szczególności czas trwania postępowania sądowego może skutecznie uniemożliwić prowadzenie inwestycji na wiele lat. Dla właściciela nieruchomości również nie jest to korzystne rozwiązanie, gdyż wiąże się z dużymi kosztami finansowymi, a często również emocjonalnymi. Ostateczne rozstrzygnięcie – wydane w oparciu o opinie biegłych sądowych – również może być dla takiej osoby wysoce niesatysfakcjonujące.

Dlatego też warto w takiej sytuacji skierować się do mediatora, który pomoże obu stronom wypracować porozumienie. Korzyścią dla przedsiębiorcy będzie szybkie uzyskanie tytułu prawnego do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, właściciel nieruchomości uzyska zaś możliwość otrzymania wyższego wynagrodzenia za ustanowienie służebności. W toku negocjacji strony mogą też kompleksowo uregulować tzw. zaszłości, jeśli na spornym gruncie znajdują się stare urządzenia przesyłowe. Nie jest to możliwe w toku „zwykłego” postępowania sądowego, gdzie ramy rozstrzygnięcia ograniczają przepisy prawa.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że instytucja mediacji będzie coraz częściej wykorzystywana w procesie regulowania praw do gruntów, na których mają zostać posadowione urządzenia przesyłowe, a mediator przestanie być w końcu postrzegany jako wyznawca nowego ruchu wyznaniowego.

Chciałabym bardzo podziękować mec. Zamrochowi za możliwość wypowiedzenia się na jego profesjonalnym blogu, z którego sama często korzystam.

Izabela Libera

radca prawny, mediator

Piotr Zamroch
Podobne artykuły

  1. Agnieszka pisze:

    Szanowna Pani Mecenas, Panie Mecenasie,
    Przeczytałam ten wpis z uwagą, choć nie trzeba mnie przekonywać o zaletach mediacji. Jednak alternatywne formy rozwiązywania sporów w sprawach przesyłowych mają jedną zasadniczą wadę: wszelkie propozycje ugody lub mediacji rozbijają się o gruby, betonowy mur niechęci ze strony przedsiębiorstw przesyłowych. Sprawdziłam to osobiście na przestrzeni wielu lat na kilku przedsiębiorstwach. Zawsze odpowiedź brzmiała: nie, bo nie.

  2. Katarzyna pisze:

    Potwierdzam niestety słowa Pani Agnieszki. Prowadziłam czy prowadzę trzy sprawy, z trzema różnymi przedsiębiorcami przesyłowymi – w jednym przypadku twardo domagali się stwierdzenia zasiedzenia mimo ewidentnego braku przesłanek, w drugim równie twardo odmawiają uwzględnienia części odszkodowawczej wynagrodzenia (a nie jestem bynajmniej tzw “nowonabywcą”…), w trzeciej zaproponowali mi wynagrodzenie w wysokości równej ok. 0,3% tego co (3 lata później) wyliczył biegły sądowy…
    Tak więc nie zazdroszczę mediatorom w takim sprawach, zwłaszcza, ze jak przypuszczam także i po stronie właścicieli gruntów zdarzają się nierealistyczne oczekiwania.
    Sama zastanawiałam się nad mediacją przed rozpoczęciem mojej ostatniej sprawy. Ostatecznie nie zdecydowałam się, choć może warto było spróbować. Na pewno z mojej strony była wola kompromisu i wyważone oczekiwania co do wysokości wynagrodzenia, może mediatora potraktowaliby poważniej niż mnie gdyby im wyjaśnił mój punkt widzenia…? Tego się już niestety nie dowiem, bo to ostatnia moja sprawa przesyłowa. Gdybym jeszcze jakąś miała, to chyba zdecydowałabym się spróbować mediacji – licząc nie tylko na pomoc mediatora ale i na większy profesjonalizm pełnomocników przedsiębiorcy którzy powinni jednak próbować się dogadywać zamiast iść w zaparte.

  3. Klaudia Heberlein pisze:

    Dziękujemy Pani Mecenas za pouczający wpis. O ile ugody w sprawach modernizacji/budowy linii są coraz powszechniejsze, o tyle sprawy zaszłości bardzo rzadko udaje się zamknąć na drodze polubownej. Niestety, jak wskazały przedmówczynie, polityka wielu przedsiębiorców jest taka, by na wezwania przedsądowe w ogóle nie odpowiadać, a w odpowiedzi na zawezwana do próby ugodowej z góry wykluczać możliwość zawarcia porozumienia. Oczywiście po stronie właścicieli nieruchomości też często widać postawę “wszystko albo nic”, niejednokrotnie nakręcaną przez zbyt wiele obiecujących pełnomocników. A szkoda, gdyż w szczególności przy niewielkich kwotach roszczeń prowadzenie procesu zdaje się dla obu stron nieopłacalne – niezależnie od wyniku. Życzę więc nam wszystkim popularyzacji i prężnego rozwoju mediacji sprawach przesyłowych 🙂

    • Piotr Zamroch pisze:

      Jeżeli chodzi o zaszłości Klaudia bardzo słusznie zwróciła uwagę na szereg postępowań, które zupełnie bez sensu trafiają do sądu, bo ostatecznie koszty ich przeprowadzenia przekraczają otrzymane świadczenie. W tym zakresie rzeczywiście mediacja byłaby świetnym rozwiązaniem, dla obu stron. Trzeba pamiętać, że przedsiębiorca, który broni się zarzutem zasiedzenia służebności, ocenionym przez sąd jako nieskuteczny, może być w całości obciążony kosztami postępowania – w takiej sytuacji zapłaci np. 3.000 zł za służebność i dodatkowo kilka – kilkanaście tysięcy złotych kosztów. Nierzadko dzieje się tak, że strony orientują się, jaki jest całokształt uwarunkowań faktycznych i prawnych dopiero w postępowaniu sądowym, wówczas mediacja jawi się jako ciekawe wyjście awaryjne z postępowania, które być może nie powinno w ogóle być wdrożone.

      • Klaudia Heberlein pisze:

        Dziękuję. Dlatego też przykro słyszeć o tym nieodwracalnym trendzie ws. zaszłości – zwłaszcza w “niewielkich” sprawach. W praktyce faktycznie wygląda to tak, że procesy w nich są zupełnie nieekonomiczne. właściciel, który otrzyma wynagrodzenie rzędu 5 000 zł, po odjęciu kosztów, nerwów i wynagrodzenia pełnomocnika dochodzi do konkluzji, że nie było warto. Rzetelny pełnomocnik w tak drobnych sprawach powinien odradzać żądanie sądowego ustanowienia służebności, co jednak w pewien sposób godzi w moje poczucie sprawiedliwości.
        Podobnie przedsiębiorca, który nawet po latach walki sądowej wygra sprawę (zasiedzenie/wywłaszczenie etc.), może sumarycznie wyjść na minusie. Pewnie to jednak truizmy i ktoś, kto się na obsłudze spółek zna bardziej ode mnie ustalił, że tak jest lepiej 😉 Nie można jednak zapominać o ryzyku przegranej, która, jak słusznie Mecenas wskazuje, naprawdę słono kosztuje. Może więc trend da się jednak odwrócić?

        Jak dotąd mam bardzo pozytywne doświadczenia z ugodowym załatwianiem spraw nowych inwestycji, które obejmują też kwestię linii już istniejących.
        Czy ktoś z Państwa ma doświadczenia w mediacjach (z pomocą profesjonalisty) dotyczących wyłącznie zaszłości? Jak się zakończyły?

  4. Piotr Zamroch pisze:

    Wasze wypowiedzi są w pełni zgodne z Pani mecenas Libery i moim sposobem patrzenia na mediację jako szansy dla sporów przesyłowych. Instytucja mediacji niewątpliwie nie stanowi złotego środka, który uleczy bolączki w tego typu sprawach, ani też nie zmieni zasadniczej postawy obronnej przyjętej przez przedsiębiorców przesyłowych. Mediacja ma szansę powodzenia w tych sprawach, w których obie strony są ukierunkowane na osiągnięcie porozumienia, a przynajmniej dopuszczają taką możliwość – czyli budowa nowych linii i przebudowy oraz remonty istniejących. W tym zakresie uważam, że jest to instytucja, która ma naprawdę realne szanse powodzenia, pod warunkiem jej dalszej popularyzacji, wypracowania standardów działań, lepszego poznania przez mediatorów tej materii (choć na pewno jest wielu pełnomocników – mediatorów, którzy już mają tę wiedzę).
    Nie oceniałbym zatem szans na powodzenie mediacji przez pryzmat negatywnych doświadczeń w negocjacjach dotyczących zaszłości, bo ten trend nie ma szans na zmianę. Mediacja jednak może stanowić jeden ze skutecznych środków prawnych w finalizowaniu ugód dotyczących urządzeń nowych i remontowanych. Powoli może też wpłynąć pozytywnie na globalne relacje na linii przedsiębiorcy przesyłowi – właściciele nieruchomości, kształtując bardziej otwarte postawy obu stron na przyszłość.

  5. Katarzyna pisze:

    Faktycznie, czasami zapominam, że spory przesyłowe dotyczą nie tylko zaszłości ale także i nowych inwestycji. Może nawet przede wszystkim nowych, bo te “zaszłości” kiedyś się skończą – choćby z uwagi na kwestie zasiedzenia.

  6. Dziękuję Państwu za lekturę wpisu i komentarze. Rzeczywiście w chwili obecnej wydaje się, że mediacja ma na razie szansę zaistnieć jedynie w sprawach dotyczących nowych inwestycji, czy remontowanych urządzeń. Niemniej jednak nie podzielam poglądu, że ugodowe załatwienie spraw w przypadku zaszłości jest zupełnie niemożliwe. Co prawda, całkowicie zrozumiałe są dla mnie powody, dla których przedsiębiorstwa przesyłowe odmawiają załatwiania spraw na etapie przedsądowym, niemniej jednak mnie samej jako pełnomocnikowi udało się kilka tego typu ugód zawrzeć. Jest jednak prawdą, że dotyczyło to spraw o niskiej wartości przedmiotu sporu, lub w miarę “młodych” urządzeń, gdzie nie mogło być mowy o zasiedzeniu. Pozostaje mieć nadzieję, że chociaż w sprawach dotyczących nowych inwestycji uda się instytucję mediacji bardziej spopularyzować z korzyścią dla każdego z uczestników tego procesu.

  7. ccicci pisze:

    Mediacje ze strony PE są tylko działaniami pozorowanymi, mającymi na celu po pierwsze przedłużanie w nieskończoność czasu bezumownego korzystania gruntu za darmo a po drugie zbadanie czy właściciel jest na tyle nieświadomy swoich praw i obowiązków, że podpisze bardzo niekorzystną umowę. W innych przypadkach o ugodzie nie ma mowy. Na dwie sprawy ugodowe wszczęte przeze mnie, PE nie zjawiło się na żadnej i nie zasygnalizowało nawet chęci do zawarcia ugody.

    • Katarzyna pisze:

      Postępowanie ugodowe i mediacja to dwie różne sprawy, przypuszczam, ze Pan miał do czynienia z tym pierwszym. Co do reszty to oczywiście zgoda – dla tzw “zaszłości” ani mediacja, ani postępowanie ugodowe nie mają większego sensu. Tzn, mogłyby mieć sens, gdyby przedsiębiorcy podchodzili do nich bardziej racjonalnie, bardziej indywidualnie, by oceniali jakie mają szanse w sądzie i w zależności od tego proponowali (lub nie) sensowną ugodę. Z moich doświadczeń wynika jednak, że oni wszystkie sprawy wrzucają do jednego worka i idą w zaparte – np upierają się przy zasiedzeniu mimo braku jakichkolwiek przesłanek albo twardo obstają przy tym, ze “wynagrodzenie to nie to samo co odszkodowanie” w związku z czym nie zgadzają się na uwzględnienie utraty wartości nawet w sytuacjach oczywistych.

      • Agnieszka pisze:

        Pani Katarzyno,
        czy Pani adres ‘gazetowy’ jest aktualny? chciałam się z Panią skontaktować mailowo, ale coś mi nie wychodzi.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *