A w terenie jak zwykle praca wre.
Dziś w ramach cyklicznego omawiania co ciekawszych orzeczeń sądów powszechnych, przeanalizujemy wspólnie postanowienie wydane przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu w sprawie II Ca 1053/13.
W tej sprawie sąd rejonowy ustanowił służebność przesyłu na potrzeby linii energetycznej o napięciu znamionowym 110kV i przyznał właścicielowi odpowiednie wynagrodzenie. Wniosek o ustanowienie służebności został rozpatrzony pozytywnie, pomimo wybudowania linii przesyłowej w 1962 r. i to w ramach procesu inwestycyjnego, w którym przedsiębiorstwo państwowe uzyskało decyzję ograniczającą własność wydaną na podstawie art. 35 ustawy z 12 marca 1958 r.
Problemów prawnych w tej sprawie było kilka, ja chciałbym zwrócić Twoją uwagę przede wszystkim na kwestie związane z decyzją administracyjną, jest to bowiem przypadek, gdy decyzja ta dotyczyła wielu nieruchomości jednocześnie, w tym – co ważne – także gruntów państwowych.
Sąd Okręgowy oddalił apelację przedsiębiorcy, zawierając w uzasadnieniu wiele ciekawych myśli, które przedstawiam poniżej.
Odnosząc się do kluczowego zarzutu posiadania prawa do korzystania z nieruchomości wynikającego z decyzji administracyjnej sąd słusznie stwierdził, iż w okresie obowiązywania przepisu art. 128 Kodeksu cywilnego przedsiębiorstwa państwowe nie mogło nabyć praw do nieruchomości stanowiącej własność Skarbu Państwa, czy to na podstawie przepisów prawa cywilnego, czy też administracyjnego. Zasadnie również powołał ugruntowany w orzecznictwie pogląd, iż w tym okresie posiadaczem służebności mógł być wyłącznie Skarb Państwa.
Odnośnie daty, od kiedy możliwe było rozpoczęcie posiadania przez przedsiębiorstwo służebności uważam, że sąd nie do końca ma rację. Tą datą nie powinien być 1 luty 1989 r., lecz data uwłaszczenia przedsiębiorstwa państwowego na majątku pozostającym w jego zarządzie. Wynika to ze specyfiki służebności gruntowej, która wymaga rzeczy głównej – może nią być nieruchomość albo przedsiębiorstwo jako całość, jednak taka rzecz być musi, a służebność może posiadać wyłącznie osoba legitymująca się prawami do rzeczy głównej.
Sąd Okręgowy skrytykował koncepcję przedsiębiorcy odnośnie możliwości ograniczenia własności Skarbu Państwa w trybie przepisu art. 35 ustawy wywłaszczeniowej z 1958 r.
Przedsiębiorca argumentował, że Skarb Państwa nie wywłaszczył sam siebie, lecz „wyraził wolę trwałego zalegalizowania faktu posadowienia i istnienia przedmiotowej infrastruktury elektroenergetycznej na nieruchomości”, a więc decyzja ta „materializowała się w swym skutku wywłaszczeniowym” dopiero po utracie własności przez Skarb Państwa.
Stanowisko sądu jest jak najbardziej słuszne, spotykałem już koncepcje możliwości ograniczenia własności Skarbu Państwa na podstawie przepisów ustawy wywłaszczeniowej z 1958 r. – w mojej ocenie jednak jest to wprost sprzeczne z jej przepisami, jak i istotą ograniczenia własności w tamtym czasie z uwagi na przepis art. 128 K.c.
Przedsiębiorca stwierdził ponadto, że przed 1989 r. nie istniała możliwość trwałego prawnorzeczowego uregulowania funkcjonowania przedmiotowej infrastruktury, co uzasadniało konieczność uzyskania decyzji z art. 35 ustawy wywłaszczeniowej.
Sąd odrzucił ten argument wskazując, że na własnym gruncie nie trzeba pozyskiwać decyzji, żeby przeprowadzić określony proces inwestycyjny.
W mojej ocenie warto jednak zwrócić uwagę na inny aspekt tego co napisał przedsiębiorca – jeżeli przed 1989 r. nie było możliwe trwałe uregulowanie funkcjonowania infrastruktury na podstawie przepisów prawa rzeczowego, to nie można mówić o posiadaniu w tym czasie służebności. Innymi słowy, jeżeli nie było wówczas możliwe ustanowienie służebności, to nie może się ostać twierdzenie, że możliwe było jej posiadanie.
Sąd zwrócił też uwagę na fakt, iż decyzja nie może mieć znaczenia w sprawie także z uwagi na brak wykazania, jakich nieruchomości dotyczy (chodzi o brak załącznika w postaci wykazu właścicieli).

Warto dokładnie zapoznać się z rozważaniami Sądu Okręgowego w przedmiocie złej wiary przedsiębiorcy.
Jako punkt wyjścia Sąd przyjął niemożność powoływania się na dobrą wiarę wynikającą z samego zniesienia zasady jednolitej własności państwowej, co odpowiada poglądowi Sądu Najwyższego z postanowienia wydanego w sprawie V CSK 440/12 (jakkolwiek są też poglądy odmienne).
Sąd podkreślił (podobnie jak Sąd Apelacyjny w Gdańsku w sprawie I ACa 14/13), iż służebność gruntowa powstaje zasadniczo przez zawarcie umowy, przy czym oświadczenie woli właściciela musi zostać złożone w formie aktu notarialnego, zatem brak tego rodzaju dokumentu w zasadzie wyłącza dobrą wiarę uczestnika.
Ciekawsze jest jednak co innego – przytoczę ten fragment w całości, żeby nic nie popsuć:
„Podobnie jak Sąd Rejonowy w uzasadnieniu zaskarżonego orzeczenia apelujący utożsamia dwa odrębne pojęcia: dobrej wiary oraz tytułu prawnego do korzystania z nieruchomości. Jeśli korzystanie z nieruchomości w dniu 1 lutego 1989 r. było „legalne” to znaczy, że odbywało się na podstawie tytułu prawnego (uczestnik nie wskazuje przy tym, jaki to miał być tytuł). W takim jednak wypadku nie mogło w ogóle rozpocząć biegu zasiedzenie. Ocena dobrej wiary możliwa jest tylko w razie korzystania z nieruchomości bez tytułu prawnego. Istnienie zgody właściciela na korzystanie z jego nieruchomości nie powoduje, że korzystający jest w dobrej wierze, ale skutek dalej idący, tzn. posiadanie prawa do takiego korzystania.”
To odważny pogląd, pozostający w sprzeczności z orzecznictwem Sądu Najwyższego, ale też nie można powiedzieć, żeby nie znajdował uzasadnienia prawnego. Nie sposób zaprzeczyć, że istnieje ogólna reguła prawna, która pozwala sięgać po przepisy o posiadaniu rzeczy w płaszczyźnie prawnorzeczowej wtedy, gdy strony nie uregulowały swojego stosunku prawnego w formie umowy obligacyjnej. Innymi słowy, jeżeli był stosunek najmu albo użyczenia, to jednocześnie nie występowało posiadanie służebności, a ewentualne roszczenia za korzystanie z nieruchomości w przeszłości powinny być rozpatrywane w kontekście obowiązków stron umowy najmu i użyczenia, a nie na podstawie przepisów art. 224 i 225 K.c.
Trzeba jednak pamiętać, że cały czas mówimy o zgodzie na korzystanie z nieruchomości, a nie tylko o zgodzie na budowę.
Jeszcze ciekawiej jest odnośnie domniemania dobrej wiary, z którym sąd również się szybko rozprawił, tak jak poprzednio, odmiennie niż wykłada to Sąd Najwyższy:
„Stosowanie art. 7 k.c. w niniejszej sprawie było natomiast bezprzedmiotowe. Do konstrukcji domniemania prawnego należy sięgać tylko w wypadku, gdy pewne fakty nie są udowodnione w postępowaniu, natomiast jak wspomniano wcześniej, w rozpoznawanej sprawie nie ma wątpliwości co do tego, że uczestnik nie miał podstaw do przyjmowania, ze przysługuje mu prawo rzeczowe w postaci służebnością gruntowej.”
Na koniec sąd słusznie podkreślił, iż wynagrodzenie należy się właścicielowi nie tylko za korzystanie z obszaru nieruchomości, gdzie znajdują się słupy i poruszają się pracownicy przedsiębiorcy, lecz także tego, gdzie własność doznaje ograniczenia z uwagi na funkcjonowanie linii przesyłowej.
Z Sądem Okręgowym we Wrocławiu można się zgadzać albo nie, jednak z pewnością nie można mu zarzucić, iż podejmuje decyzje w sposób nieuzasadniony. Ciekawe orzeczenie, ku refleksji, że nie zawsze musi być tak jak chce Sąd Najwyższy…