Niedawno opublikowano uzasadnienie kontrowersyjnego postanowienia w sprawie V CSK 87/13, które dotyczy podstaw dowodowych dla przyjęcia dobrej wiary posiadacza służebności.
Orzeczenie wpisuje się w krytykowany przez część prawników trend ignorowania znaczenia domniemania dobrej wiary (skoro szuka dowodów dla jej przyjęcia), z drugiej strony jednak jest bardzo liberalne w kontekście okoliczności, które za dobrą wiarą mogą przemawiać.
To tyle tytułem ogólnego wstępu, dla jasności dalszych uwag konieczne jest przytoczenie tezy postanowienia, która składa się z dwóch elementów:
- do obalenia domniemania może dojść na skutek oceny wszystkich dowodów zebranych w sprawie i niezależnie od tego, która ze stron domagała się przeprowadzenia dowodu; nie jest również wyłączone stosowanie domniemań faktycznych, jeśli byłyby do tego podstawy (jak najbardziej słuszne)
- brak pisemnej zgody właściciela nieruchomości w dokumentacji budowy lini energetycznej nie oznacza, że takiej zgody nie było (w sensie życiowym prawda, jednak w aspekcie prawnym to stąpanie po kruchym lodzie).
Po kolei jednak.
W sprawie chodziło o zasiedzenie służebności na potrzeby linii elektroenergetycznej o napięciu 110kV. Krótko o historii inwestycji:
- w 1979 r. wydano decyzję zatwierdzającą plan realizacyjny,
- dokumenty pozyskiwał projektant działający na podstawie zlecenia inwestora,
- dla nieruchomości będącej przedmiotem sporu brak było dokumentu zgody jak i decyzji wywłaszczeniowej,
- właściciele innych działek wyrazili zgody na budowę linii albo ich własność została ograniczona na mocy decyzji administracyjnej,
- zakład energetyczny w przeszłości sprawdził jedynie pozwolenie na budowę, ufał, że projektant wykonał swoje obowiązki rzetelnie, nie analizował istnienia zgód, a właściciel nie zaskarżył decyzji o pozwoleniu na budowę.
Sądy powszechne oddaliły wniosek o zasiedzenie służebności stwierdzając istnienie złej wiary, z uwagi na nieudowodnienie posiadania tytułu prawnego do nieruchomości uczestników. Zdaniem sądów nie można prowadzić wnioskowania na zasadzie, iż skoro sąsiedzi wyrazili zgodę, to uczestnicy również. Sądy podkreśliły także, iż przedsiębiorca z łatwością mógł sprawdzić istnienie tytułu do nieruchomości, czego zaniechał.
Sąd Najwyższy nie podzielił tego stanowiska i nakazał sprawę zbadać raz jeszcze.
Co zatem wydarzyło się na Placu Krasińskich?
W pierwszej kolejności Sąd Najwyższy odniósł się do kwestii obalenia domniemania dobrej wiary. Słusznie zauważył, iż może to nastąpić nie tylko w wyniku aktywności dowodowej właściciela nieruchomości, ale także na podstawie analizy dowodów zawnioskowanych przez przedsiębiorcę, jeżeli sąd oceni je jako niewystarczające dla przypisania mu usprawiedliwionego przekonania w zakresie posiadania. Obalenie domniemania dobrej wiary może zatem teoretycznie nastąpić także przy bierności właściciela nieruchomości.
Kluczowy w sprawie jest jednak aspekt podstaw uzasadniających przyjęcie dobrej wiary posiadacza służebności. Sąd Najwyższy w pierwszej kolejności przytoczył definicję dobrej wiary. Jest ona warta zacytowania:
„dobra wiara powinna być rozumiana w tradycyjny sposób, iż polega na błędnym, ale usprawiedliwionym przekonaniu posiadacza nieruchomości o przysługiwaniu mu wykonywanego prawa”.
Sąd powołał się w tym zakresie m.in. na uchwałę z 6 grudnia 1991 r. wydaną w sprawie III CZP 108/91 – proszę, żebyś ją zapamiętał, bo będzie jeszcze dziś powoływana (znajdziesz ją w Bazie wiedzy).
W realiach rozpoznawanej sprawy Sąd Najwyższy przyjął dobrą wiarę, gdyż przedsiębiorca działał w zaufaniu do działań projektanta, który pozyskał zgody albo decyzje administracyjne dla prawie wszystkich nieruchomości i doprowadził do wydania decyzji o pozwoleniu na budowę, której nie zaskarżyli właściciele nieruchomości. Przedsiębiorca zatem – w ocenie Sądu – nie był zobowiązany sprawdzać, czy wszystkie tytuły prawne zostały pozyskane, mógł poprzestać na ogólnej pozytywnej ocenie działań projektanta.
Sąd Najwyższy kluczowe znaczenie przypisał brakowi reakcji ze strony właścicieli nieruchomości – jego zdaniem brak formalnego sprzeciwu z ich strony uzasadniał przekonanie, że wyrazili zgodę na budowę linii. Ten wniosek wzmacniała postawa właścicieli nieruchomości, którzy w toku postępowania sądowego nie chcieli komentować, dlaczego wówczas nie podjęli żadnych działań obronnych.
Sąd Najwyższy stwierdził zatem, iż przedsiębiorca był w dobrej wierze, gdyż „rozpoczął posiadanie w okolicznościach, które usprawiedliwiały przekonanie posiadacza, że nie narusza cudzego prawa”.
To stanowisko jest jednak sprzeczne z przywołaną przez ten Sąd wcześniej definicją dobrej wiary w znaczeniu tradycyjnym, co postaram się wykazać poniżej.

Wcześnie prosiłem, żebyś zapamiętam uchwałę w sprawie III CZP 108/91 i o niej teraz powiem kilka słów.
Nie jest to byle jaka uchwała, lecz uchwała wydana w składzie siedmiu sędziów mająca moc zasady prawnej, co oznacza, że wiąże ona Sąd Najwyższy nie tylko w sprawie, w której została podjęta, ale także w innych podobnych sprawach.
Sąd Najwyższy w mojej ocenie wydał orzeczenie w sprawie V CSK 87/13 wbrew temu związaniu, pomimo bowiem iż powołał się na tradycyjne rozumienie dobrej wiary, w rzeczywistości orzekł w sposób odmienny przyjmując koncepcję tzw. liberalną.
Dla porównania:
- rozumienie tradycyjne – dobra wiara polega na błędnym, ale usprawiedliwionym przekonaniu posiadacza o przysługiwaniu mu wykonywanego prawa,
- rozumienie liberalne – dobra wiara polega na błędnym, ale usprawiedliwionym przekonaniu posiadacza, że nie narusza niczyich praw, przy czym to przekonanie oparte jest na przesłankach, wywodzących się ze stosunku będącego podstawą i przyczyną konkretnego stanu faktycznego.
Różnica jest widoczna na pierwszy rzut oka i trudno ocenić stanowisko Sądu Najwyższego w sprawie V CSK 87/13 inaczej niż jako nieuprawnione zastosowanie koncepcji liberalnej – nieuprawnione, gdyż sprzeczne z zasadą prawną sformułowaną w uchwale III CZP 108/91.
O co w uchwale III CZP 108/91 chodziło?
Jej teza brzmi następująco: „Osoba, która weszła w posiadanie nieruchomości na podstawie umowy mającej na celu przeniesienie własności zawartej bez zachowania formy aktu notarialnego nie jest samoistnym posiadaczem w dobrej wierze.” Uchwała została wydana na wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wobec utrzymującej się wcześniej rozbieżności w orzecznictwie, w którym przyjmowano zarówno koncepcję liberalną, jak i tradycyjną dobrej wiary.
Uchwała w swoim uzasadnieniu zawiera kilka bardzo ważnych myśli. Przytoczę dwie
- „Dobra wiara i będąca jej przeciwstawieniem zła wiara pełnią tę samą funkcję (zapewnienie bezpieczeństwa obrotu) we wszystkich stosunkach prawnorzeczowych, nie ma więc podstaw, by instytucjom tym przypisywać różne znaczenie, w zależności od tego, z jaką wiążą się czynnością prawną czy też faktyczną.
- „Analiza orzecznictwa Sądu Najwyższego wskazuje na to, że w sposobie ujmowania dobrej wiary decydowały często aktualne stosunki społeczno-gospodarcze, a dopiero w drugiej kolejności konkretne okoliczności faktyczne występujące w rozstrzyganej sprawie.”
Drugi cytat jest nader aktualny i dziś.
Sąd Najwyższy w uchwale III CZP 108/91 przyjął tradycyjne rozumienie dobrej wiary z następujących powodów:
- Polska jest państwem prawa, nie można przyjmować dobrej wiary w sytuacji, gdy jest ona przejawem ignorowania norm prawnych powszechnie znanych,
- wymaga tego zasada ochrony prawa własności,
- powołanie się na nienaruszanie niczyich praw, czy też na niekrzywdzenie nikogo, może odnosić się tylko do stosunku zobowiązaniowego stron nieformalnej umowy, tymczasem w stosunkach prawnorzeczowych, chodzi o stosunek osoby względem rzeczy (odpowiednio prawa służebności) – jeżeli nabywca nieruchomości zapłaci za nią całą należność i obejmie nieruchomość w posiadanie, to może być przekonany, że wywiązał się należycie z obowiązków wobec jej dotychczasowego właściciela, nie wystarcza to jednak do przyjęcia, że jest on posiadaczem samoistnym w dobrej wierze.
Oceniając stanowisko Sądu Najwyższego z postanowienia wydanego w sprawie V CSK 87/13 można pokusić się o stwierdzenie, że z tradycyjnym rozumieniem dobrej wiary nie ma ono wiele wspólnego.
W sprawach przesyłowych bardzo zliberalizowano sposób postrzegania dobrej wiary, pomimo iż powinno się oceniać okoliczności ją uzasadniające w takim sam sposób niezależnie od tego, czego dotyczy spór. Innymi słowy znacznie łatwiej o ustalenie dobrej wiary przy zasiedzeniu służebności, niż przy zasiedzeniu nieruchomości.
Jeżeli mamy działać w zgodzie z prawem, dobrą wiarę można przypisać przedsiębiorcy, który pozostaje w uzasadnionym acz błędnym przekonaniu, iż przysługiwało mu w chwili objęcia w posiadanie prawo służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych.
Praktycznie rzecz biorąc chodziłoby wyłącznie o przypadki, gdzie przedsiębiorca zawarł w formie aktu notarialnego umowę o ustanowieniu służebności gruntowej, a zdarzyłyby się nieprzewidziane przez niego okoliczności takie jak nieważność umowy z powodu braku zdolności do czynności prawnych po stronie ustanawiającego, o czym przedsiębiorca nie wiedział.
Oparcie dobrej wiary na:
- pisemnej zgodzie na budowę linii energetycznej,
- decyzji o pozwoleniu na budowę,
- decyzji zatwierdzającej plan realizacyjny,
ma się nijak do tradycyjnego rozumienia dobrej wiary, które od dwudziestu dwóch lat jest wiążące w orzecznictwie Sądu Najwyższego i dlatego właśnie mnie osobiście postanowienie V CSK 87/13 nie przekonuje.