W poprzednim wpisie wyjaśniałem pokrótce, dlaczego powstaje ustawa o korytarzach przesyłowych. W kolejnych postaram się przybliżyć Ci jej podstawowe cele i sposób ich realizacji.

Zgodnie z tytułem, zacznę od integracji postępowań.

Trudno nie zgodzić się z projektodawcami, iż obecnie obowiązujące przepisy cechuje rozproszenie postępowań oraz ośrodków decyzyjnych, z których każdy realizuje cele przypisane do jego kompetencji.

Projekt zakłada rozstrzyganie kilku kwestii w jednym postępowaniu, prowadzonym przez:

  • starostę – dla korytarzy o znaczeniu lokalnym, zatem przebiegających na terenie jednego powiatu,
  • wojewodę – dla korytarzy o znaczeniu ponadlokalnym, realizowanych na obszarach zamkniętych oraz korytarzy o znaczeniu lokalnym, jeżeli w ich granicach lokalizowane będą urządzenia o znaczeniu krajowym.

Te organy będą właściwe w zakresie decyzji o ustanowieniu korytarza dla urządzeń projektowanych, określeniu korytarza dla istniejących oraz lokalizacji kolejnych urządzeń w utworzonym korytarzu.

W ich kompetencji będzie również wydanie pozwolenia na budowę, które na wniosek przedsiębiorcy może być zintegrowane z decyzją o ustanowieniu korytarza; zezwolenia na usunięcie drzew i krzewów; a w przypadku starosty także wydanie pozwolenia wodnoprawnego.

Pozwolenie na budowę będzie uprawniało przedsiębiorcę do zajęcia nieruchomości w celu realizacji inwestycji, nie wyłączając dróg, terenów kolejowych i wód płynących.

Powyższe jest możliwe dzięki dokonywaniu uzgodnień co do zajęcia tych terenów z właściwymi zarządcami już na etapie wydawania decyzji o ustanowieniu korytarza przesyłowego.

Zintegrowanie postępowań ma być osiągnięte także dzięki uproszczonej procedurze pozyskiwania opinii i zezwoleń. Przedsiębiorca zobowiązany jest załączyć do wniosku wymienione szczegółowo, i co ważne, w sposób zupełny opinie, które będą zastępowały opinie, zgody i uzgodnienia wymagane na podstawie odrębnych przepisów.

Jeżeli właściwy organ nie wyda takiej opinii w terminie 30 dni przyjmuje się z mocy ustawy, że zaopiniował wniosek pozytywnie.

Warto również wspomnieć, że decyzja o ustanowieniu korytarza przesyłowego jest podstawą dla wpisu służebności przesyłu do księgi wieczystej, przy czym wnioski składane są przez organ, bez obowiązku ponoszenia z tego tytułu opłat.

Prace nad ustawą o korytarzach przesyłowych mocno zwolniły, o ile w ogóle nie zostały zawieszone. To naprawdę zła wiadomość dla przedsiębiorców przesyłowych, przede wszystkim tych, którzy realizują inwestycje ponadlokalne.

A właściciele nieruchomości? Wręcz przeciwnie.

Czystym nadużyciem jest twierdzenie, że ustawa miała zapewnić właścicielom prawie 19 miliardów odszkodowań. To wyłącznie przedsiębiorcy mogą wystąpić z wnioskiem o ustanowienie korytarza (dla nowych urządzeń) albo jego określenie (dla istniejących). Ponownie, to przedsiębiorcy będą określali, na których nieruchomościach chcą uzyskać skutek w postaci ustanowienia służebności przesyłu. Oczywistą korzyścią dla właścicieli jest również niepozbawienie ich roszczeń za korzystanie z nieruchomości w przeszłości, co przewiduje projekt ustawy.

Ustawa – jeżeli poprawić kwestię odszkodowań – jest jednak naprawdę potrzebna i korzystna dla gospodarki kraju. Również odszkodowanie parametryczne jest dobrym pomysłem, być może konieczna jest zmiana modelu, współczynników – ważne jest, żeby w końcu ujednolicić zasady wyceny, bo obecnie rzeczoznawcy mogą sporządzać operaty w sposób – w części przynajmniej – arbitralny.

Dla właściwego zrozumienia projektu trzeba poznać przyczyny przystąpienia do prac nad nią. W najbliższym numerze Nowej Energii będziesz mógł przeczytać szerzej na ten temat w moim artykule.

A w skrócie.

Podstawową przyczyną jest potrzeba rozbudowy i modernizacji systemu przesyłowego w skali kraju. Dlaczego to takie ważne? Bezpieczeństwo systemu jako całości, niezawodność jego pracy to gwarancja pewności dostaw energii, gazu i ciepła, ale też warunek rozwoju poszczególnych regionów.

Inwestycje w sieci przesyłowe to także pozytywny impuls dla gospodarki, bo zwiększa się zapotrzebowanie na materiały i robociznę w sposób odczuwalny w skali kraju. Zwróć uwagę, że obecnie przedsiębiorcy budowlani, po trudnych inwestycjach drogowych, szukają ratunku w zamówieniach dla branży energetycznej.

Konieczne jest także wprowadzenie nowych, spójnych rozwiązań planistycznych. Projekt przewiduje w tym zakresie bardzo rozsądne zapisy, które umożliwią realizację inwestycji na terenie wielu gmin jednocześnie, jak również na obszarach szczególnie chronionych, w pasach drogowych i na terenach kolejowych. Spójne planowanie przełoży się także na minimalizację kosztów budowy urządzeń.

Obowiązujące przepisy (za wyjątkiem regulacji szczególnych jak np. specustawa o terminalu LPG w Świnoujściu) nie mogą zostać wykorzystane dla pozyskania praw do wielu nieruchomości mocą jednej decyzji, czy też postanowienia sądu. Taki mechanizm jest warunkiem przeprowadzenia inwestycji o znacznych rozmiarach i wcale nie musi oznaczać ograniczenia praw właścicieli nieruchomości.

Na koniec warto wspomnieć o ambitnym celu projektodawców, jakim jest doprowadzenie do współpracy między przedsiębiorcami i gminami. Współpraca w zakresie przygotowania planu zaopatrzenia ma duże znaczenie dla odbiorców – obok ładu planistycznego pozwala też zmniejszyć wysokość opłat przyłączeniowych.

Kwestia dobrej wiary posiadacza służebności gruntowej powraca w kolejnych orzeczeniach Sądu Najwyższego, czasami w zaskakujący sposób.

Najświeższe orzeczenie w tym przedmiocie zostało wydane w sprawie IV CSK 606/11. Sprawa dotyczy zasiedzenia służebności gruntowej dla urządzeń wybudowanych pierwotnie na nieruchomościach Skarbu Państwa.

Sąd rejonowy zasadnie przyjął, że w okresie do kiedy własność przysługiwała Skarbowi Państwa w okresie przed 1 lutym 1989 r., bieg terminu nie mógł się rozpocząć, bo nie można zasiadywać służebności na własnym gruncie. Odnośnie wiary posiadacza ustalił złą, wskazując, iż właściwym momentem dla oceny była sprzedaż nieruchomości przez Skarb Państwa, nie zaś chwila budowy urządzeń.

Sąd Okręgowy zważył odmiennie, wywodząc z legalności inwestycji przez Skarb Państwa na własnym gruncie dobrą wiarę.

Sąd Najwyższy podzielił co do zasady pogląd sądu pierwszej instancji, wypowiadając jednocześnie ciekawe, jednak dość ryzykowne zdanie, że w szczególnych okolicznościach posiadacz w złe wierze powinien być traktowany na równi z posiadaczem w dobrej wierze.

W mojej ocenie to pogląd zbyt daleko idący, co gorsze wprowadzający dalsze kryteria ocenne do konstrukcji, która z natury nie jest podatna na obiektywną weryfikację.

W omawianej sprawie jako szczególne okoliczności Sąd Najwyższy przyjął zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności oraz długoletnie milczenie właścicieli nieruchomości.

Czy to na pewno wyjątkowe okoliczności? Ja uważam, że wręcz typowe.

Nie zostaną przez właścicieli nieruchomości dobrze odebrane także dalsze uwagi odnośnie powinności badania dobrej wiary wyłącznie jako subiektywnego przekonania przedsiębiorcy, bez konieczności oparcia ich na obiektywnych przesłankach.

Moim zdaniem właściwy jest pogląd nawiązujący do obiektywnych, konkretnych zdarzeń, jak bowiem inaczej prawidłowo rozstrzygnąć o niedbalstwie przedsiębiorcy polegającym na powinności zdawania sobie sprawy z obowiązku zapłaty.

Warto jeszcze wspomnieć o braku związania sądu wnioskiem w całości i powinności samodzielnego ustalenia przez sąd, kto zasiedział służebność, kiedy nastąpiło zasiedzenie służebności i o jakiej treści. Nie dotyczy to jednak orzeczenia o innym prawie – jeżeli  wniosek dotyczył służebności gruntowej, sąd nie może stwierdzić zasiedzenia służebności przesyłu.

Dziś znowu o zasiedzeniu służebności gruntowej. A może nigdy dość – z dyskusji pod wpisami oraz z przebiegu szkoleń, które prowadzę wiem, że jest to temat budzący największe zainteresowanie i najwięcej emocji.

Kwestia widoczności urządzeń przechodzi ciekawą ewolucję, podobnie jak dziesięć lat temu możliwość ustanowienia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych. Na temat pisałem już wcześniej, jednak sprawa ma charakter, jak mawiają prokuratorzy, rozwojowy.

Wyprzedzając konkrety uprzedzam, że wykładnia funkcjonalna znowu zbiła na kwaśne jabłko dosłowne brzmienie przepisów.

A dotyczy to wszystko świeżutkiego postanowienia Sądu Najwyższego wydanego w sprawie II CSK 752/11. Możesz je znaleźć w Bazie wiedzy (dzięki fantastycznym Paniom z Biura Analiz Sądu Najwyższego), być może za kilka dni przeczytasz o nim też na portalu Rzepy.

Sprawa dotyczyła podziemnego gazociągu wysokiego ciśnienia, o którego wybudowaniu wiedział właściciel nieruchomości.

Sąd Najwyższy – nieco sprzecznie z końcowymi wnioskami – odwołał się do orzeczenia z 1960 r., w którym podkreślono wyjątkowość instytucji zasiedzenia służebności, która musi być wykonywana przy wykorzystaniu jawnego urządzenia będącego zewnętrzną oznaką ostrzegającą właściciela nieruchomości, że korzystanie istnieje.

Na marginesie – nieco nieszczęśliwie Sąd powołał się później na uchwałę Składu 7 Sędziów wydaną w sprawie III CZP 10/11, która podkreślała nakaz wyjaśniania wątpliwości kierując się dyrektywą ochrony prawa własności.

Dalej Sąd wypowiedział bardzo ważne dla konkluzji zdanie, że urządzenia winny odpowiadać treści służebności gruntowej pod względem gospodarczym i umożliwiać lub ułatwiać jej wykonywanie.

Jako przykłady wymienił: rowy odwadniające, nasypy, studnie, groble, utwardzenia na gruncie szlaku drożnego, mostki, widoczny na powierzchni ziemi osadnik wraz z dołączoną do niego rurą kanalizacyjną, znajdującą się pod powierzchnią gruntu.

Zdaniem Sądu, widoczność urządzenia musi być ujmowana szeroko, przy uwzględnieniu specyficznej treści tego rodzaju służebności. Jeżeli z samej natury służebności wynika, że może ona polegać na znacznych odcinkach na korzystaniu z urządzeń podziemnych, to wymóg widoczności dla całego przebiegu byłby sprzeczny z istotą tego prawa.

Sąd podkreślił znaczenie elementu świadomości właściciela nieruchomości służebnej, odwołując się do dawniej używanego sformułowania „urządzenia jawne”, co jego zdaniem lepiej oddawało wpływ stanu wiedzy właściciela na możliwość zasiedzenia.

Zdaniem Sądu Najwyższego – w okolicznościach konkretnej sprawy – wiedza właściciela wynikająca ze świadomości wybudowania urządzenia, fizycznej możliwości stwierdzenia ich obecności oraz możliwości zapoznania się z mapami dokumentującymi jego przebieg, mogą prowadzić do spełnienia przesłanki widoczności urządzeń na potrzeby zasiedzenia służebności.

Służebność przesyłu nie spełniła pokładanych w niej nadziei. To pewne.

Korytarze przesyłowe mają w założeniu rozwiązać problem systemowo, jednak nagromadzenie kontrowersyjnych rozwiązań utrudnia przeprowadzenie nawet uzgodnień międzyresortowych.

Przysłowiową wisienką na torcie jest oderwany od realiów rynkowych sposób wyliczenia odszkodowań, nie mówiąc już o praktycznej eliminacji świadczeń za korzystanie z gruntów w przeszłości.

Właściciele nieruchomości są przeciwni takim zmianom, to oczywiste.

Patrząc jednak na sprawę obiektywnie, nie dbają wcale o swój interes. W toku konsultacji społecznych żadna osoba ani organizacja nie zgłosiła uwag lobbując na rzecz ochrony prawa własności.

A zasada jest prosta – nieobecnie nie mają racji.

Tylko jak nieobecnymi może być grupa kilku milionów osób?!

Wpadkowo sprawą interesują się posłowie. Na chwilę. Ich interpelacje są na tak niskim poziomie merytorycznym, że odpowiadający urzędnik Ministerstwa Gospodarki nawet się nie wysila i zbywa kilkoma pustymi frazesami o linii orzeczniczej Sądu Najwyższego oraz o projektowanej ustawie o korytarzach.

Czy to jest mój problem – ja nawet nie mam działki, nie mówiąc już o słupie, jednak tworzenie prawa przy udziale tylko jednej strony sporu, to zła praktyka i zapewne jedna z głównych przyczyn, dla których projekt ustawy o korytarzach przesyłowych po raz kolejny może mieć kłopot z uchwaleniem.

A to naprawdę ważna i potrzebna ustawa.

1 65 66 67 68 69 75 Strona 67 z 75