Dziś rano rozmawialiśmy ze wspólnikiem Karolem o ostatnich kilku dniach, kiedy prawie się nie widzieliśmy, między innymi z uwagi na moją wizytę w Warszawie na nagraniu audycji dla radia TOK FM. Jakże się zdziwił, kiedy powiedziałem mu, że zapewne niedługo ponownie wyjadę na nagranie, bo temat jest ciekawy i rozwojowy.

Ciekawy? Kogo interesują te służebności? Powiedział. Wierzytelności (jego działka) to jest ważny temat!

Ma rację, że wierzytelności, czy ogólnie pieniądze, są ważne, jednak problematyka urządzeń przesyłowych (w których pieniądze też funkcjonują, czasem w niemałych kwotach), zawiera w sobie coś jeszcze, czego zwykłe spory obligacyjne nie mają.

To konflikt wartości.

Z ograniczeniem własności z uwagi na potrzeby społeczne,  np. w zakresie utrzymywania urządzeń przesyłowych, związany jest problem ważenia interesów; słusznego, ale nie zawsze w pełni ekwiwalentnego, odszkodowania, ograniczenia własności (ponoć prawa świętego i nienaruszalnego).

Przy zaszłościach pojawia się również problem rozliczenia dziedzictwa poprzedniego systemu politycznego i gospodarczego, zadawnione żale i niezaspokojone przez lata roszczenia. Niby stare słupy i rurociągi, a tyle wokół nich nagromadzone jest emocji i problemów prawnych.

IMG_2810_Fotor

Wracając do audycji, do jej wspólnego przygotowania zaprosiła mnie Pani redaktor Ewa Podolska. W trakcie pierwszego spotkania udało nam się porozmawiać o różnych podstawach prawnych dla budowy urządzeń w przeszłości i ich konsekwencjach dziś, o możliwości dochodzenia roszczeń, o ryzykach z tym związanych oraz o zmienności trendów w orzecznictwie. I nim się zorientowaliśmy nasz czas na antenie się skończył.

Wracając do Torunia pomyślałem, że to był fajny dzień i bardzo przyjemna rozmowa. Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu, żeby w sobotni wieczór o 19.00 posłuchać jak skrzypię w radio – o ile pióro mam w miarę lekkie, to głos mało radiowy :)

Tytułem uzupełnienia – link do audycji.

Kilka dni temu miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu zorganizowanym przez Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, którego przedmiotem była możliwość wykorzystania mediacji jako środka dla polubownego zakończenia sporów dotyczących urządzeń przesyłowych.

W spotkaniu uczestniczyło wielu przedstawicieli przedsiębiorców przesyłowych, przede wszystkim z Pomorza, jakkolwiek stawiło się również kilka osób z południa Polski, zainteresowanych tym tematem. Jest to dla mnie szczególnie miłe, bo byli to czytelnicy bloga :)

Wnioski ze spotkania są ciekawe, jakkolwiek pokrywają się z dyskusją, którą prowadzimy pod pierwszym wpisem w blogu dotyczącym Salonu Mediatora – przedsiębiorcy przesyłowi są zainteresowani rozwiązaniami polubownymi przede wszystkim dla urządzeń projektowanych do budowy albo remontowanych. W zakresie tzw. zaszłości, czyli urządzeń istniejących już na nieruchomościach o nieuregulowanym trwale tytule do gruntu, nie ma większych szans na zmianę postawy, którą cechuje bierność i oczekiwanie na samorzutną regulację wraz z upływem kolejnych terminów zasiedzenia służebności.

Odnośnie do zaszłości symptomatyczne jest to, że z kilkudziesięciu wniosków, jakie wpłynęły do sądu gdańskiego o ustanowienie służebności żaden nie pochodził od przedsiębiorcy przesyłowego. Prawdę mówiąc nieco mnie to zaskoczyło, bo oczywiście przedsiębiorcy nie regulują aktywnie tych kwestii, ale nie raz spotykałem sytuację, w której inicjowali postępowanie w stosunku do urządzeń, do których niezbędny był częsty dostęp, tu zaś taki przypadek nie wystąpił ani razu!

IMG_2174_Fotor

Jeżeli chodzi o urządzenia projektowane, mediacja ma większe szanse powodzenia, jednak raczej jako mediacja wszczynana bez udziału sądu.

Z wypowiedzi w toku dyskusji na Salonie Mediatora wynika, iż dla szerszego wykorzystania mediacji niezbędnym jest, żeby mediator aktywnie uczestniczył w procesie wypracowywania kompromisu, w szczególności przez sugerowanie możliwych rozwiązań. Powyższe wymaga znajomości problematyki prawnej urządzeń przesyłowych, w tym zasad określania wartości służebności przesyłu, gdyż spory co do zasady dotyczą wysokości wynagrodzenia.

Z własnej praktyki wiem, że osoba trzecia dysponująca odpowiednią wiedzą i doświadczeniem potrafi doprowadzić do ugody, pomimo istotnych różnic w stanowiskach stron. Zwykle wymaga to przeanalizowania możliwych przyszłych scenariuszy sprawy i rozważenia, czy wręcz uświadomienia jednej albo oby stronom, ryzyka prawnego w zależności od dalszego roku sprawy. Czasami też niezbędne jest wyjaśnienie zasad określania wartości służebności, albowiem nie są to proste sprawy, szczególnie dla osób, które z tym zagadnieniem mają do czynienia po raz pierwszy.

Ważna jest też możliwość udziału w procesie mediacji osób posiadających wiedzę specjalistyczną, przede wszystkim z zakresu określania wartości nieruchomości i ograniczonych praw rzeczowych, w niektórych przypadkach także wiedzę techniczną. To bardzo interesująca możliwość, albowiem z takim „biegłym” strony mogą umówić się, w jakim zakresie ma sporządzić opinię (np. sporne są tylko przeznaczenie nieruchomości i konsekwentnie wartość, a nie współczynniki), jak również z góry umówić się na wysokość wynagrodzenia.

Na pewno nie można spodziewać się boomu na mediację w sprawach przesyłowych, jednak warto mieć na uwadze, iż poszukiwanie rozwiązań polubownych jest coraz silniej preferowane przez ustawodawcę, a jednocześnie świadczy o dojrzałości uczestników obrotu prawnego.

Mam nadzieję, że ziarno zasiane na Salonie Mediatora 11 maja będzie powolutku kiełkowało i w przyszłości rzeczywiście doczekamy się szerszego korzystania z mediacji, zamiast kierowania sporów na drogę postępowania sądowego albo administracyjnego.

Dziwny nieco tytuł wpisu przyszedł mi do głowy, ale pasuje jak ulał do sytuacji w sprawie, którą omówię. Dodatkowo dziś wieczorem Madryt się ściera z Manchesterem i trochę atmosfera piłkarska mi się udzieliła.

Sprawa dotyczy losów apelacji od całkiem już słynnego postanowienia Sądu Rejonowego w Piasecznie, które przedstawiało w sposób najbardziej chyba kompleksowy krytykę konstrukcji zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych. Pisałem o nim już dwukrotnie, dziś zaś jest okazja do trzeciego wpisu, bo właśnie otrzymałem z Sądu Okręgowego w Warszawie świeże postanowienie wraz z uzasadnieniem wydane w sprawie XXVII Ca 331/16.

Dlaczego jednak Sąd Rejonowy wygrał 2:1 i dlaczego akurat u siebie. Czytelnicy bardziej obyci z regułami piłkarskich dwumeczów wiedzą, że taki wynik na własnym stadionie jest tylko częściowo korzystny, bo bramki strzelone na wyjeździe mogą rozstrzygać o awansie.

Sąd Rejonowy znalazł się w podobnej sytuacji – apelacja została oddalona, a zaskarżone orzeczenie w większości ocenione bardzo pozytywnie, ale kluczowa kwestia zasiedzenia służebności została rozstrzygnięta przez Sąd Okręgowy odmiennie, zgodnie z linią orzeczniczą Sądu Najwyższego. Patrząc na trud włożony w przygotowanie uzasadnienia, koncentrującego się na krytyce konstrukcji zasiedzenia służebności, orzeczenie drugiej instancji raczej nie zostanie odebrane jako spełniające oczekiwania Sądu Rejonowego.

Jeżeli chodzi o uzasadnienie stanowiska Sądu Okręgowego w tym zakresie, jest ono raczej zdawkowe, a sprowadza się do stwierdzenia, że konstrukcja zasiedzenia służebności nie powstała w wyniku niedopuszczalnego w orzecznictwie prawotwórstwa:

„Praktyka ukształtowana wspomnianymi uchwałami Sądu Najwyższego miała więc ze swej natury charakter interpretacyjny, a jej celem i rezultatem było ustalenie treści norm prawnych – przepisów o służebnościach gruntowych – w odniesieniu do stanów faktycznych związanych z urządzeniami przesyłowymi. Biorąc pod uwagę konstytucyjne kompetencje władzy sądowniczej, praktyka ta miała więc charakter rekonstrukcyjny, nie polegała zaś na tworzeniu prawa.”

Warto zwrócić uwagę, iż powyższe stanowisko zostało uzasadnione zasadniczo wyłącznie poprzez powołanie orzeczeń wydanych po 2003 r., co jednak nie wzbudziło żadnych wątpliwości Sądu Okręgowego.

20130905_110835_1

Sąd odwoławczy słuszność orzeczenia sądu pierwszej instancji upatrywał zatem w innych okolicznościach.

W pierwszej kolejności wskazał na kwestię znaczenia dowodowego dokumentów złożonych do akt sprawy. Podkreślił, iż w przypadku, gdy dokument jest ogólny i nie można go jednoznacznie powiązać z daną nieruchomością, nie powinien być traktowany jako dowód dla okoliczności faktycznej istotnej dla ograniczenia własności:

„Uważna i dogłębna analiza protokołu z 1966 roku (protokół k. 62-63) może prowadzić do konkluzji, iż wcześniej istniały jakieś instalacje energetyczne, jednakże nie jest możliwe szczegółowe i precyzyjne ustalenie ich lokalizacji, usytuowania, przebiegu a w szczególności czy obciążały nieruchomości wnioskodawców w identyczny sposób, jak obecnie istniejąca linia elektroenergetyczna. Brak dokładnych załączników graficznych w postaci map całkowicie wyklucza możliwość ustalenia przebiegu linii energetycznej wskazanej w powyższym protokole.”

Po wtóre zgodził się z Sądem Rejonowym w zakresie posiadania służebności przez przedsiębiorcę w złej wierze, albowiem brak było jakichkolwiek dowodów na okoliczność posiadania przez przedsiębiorcę i jego poprzedników tytułu prawnego do korzystania z nieruchomości. Sąd podkreślił, iż stałego uprawnienia do korzystania z nieruchomości m.in. w celu wykonywania prac konserwacyjnych i naprawczych nie daje w szczególności decyzja o pozwoleniu na budowę urządzeń.

Sąd Okręgowy ponadto uznał, iż prawidłowo w pierwszej instancji ustalono nieudowodnienie okoliczności przeniesienia posiadania służebności:

„Zgodnie z § 1 ust. 3 zarządzenia, Przedsiębiorstwo (…) powstało na bazie zakładu „Zakład Energetyczny (…)”, jednakże § 2 wyraźnie przewidywał, że nowopowstałemu przedsiębiorstwu przydziela się składniki mienia zgodnie z ustaleniami komisji powołanej w trybie (…). Zgodnie z powołanym w zarządzeniu przepisem, w razie podziału przedsiębiorstwa do obowiązków organu założycielskiego należało m.in. powołanie komisji do przeprowadzenia inwentaryzacji mienia przedsiębiorstwa ulegającego podziałowi oraz w celu dokonania szczegółowego podziału składników mienia, jak również zobowiązań i wierzytelności tego przedsiębiorstwa między przedsiębiorstwa powstałe w wyniku podziału.

Tymczasem jak trafnie zauważył Sąd I instancji – uczestnik nie przedłożył dokumentów stanowiących rezultat prac tak powołanej komisji, zatem nie sposób określić czy, kiedy i jakie składniki mienia przedsiębiorstwa podlegającego podziałowi zostały przeniesione na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W. (…) Równocześnie uczestnik ani nie wskazał okoliczności w jakich miałoby dojść do przeniesienia posiadania służebności ze Skarbu Państwa na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W., ani tym bardziej nie przedłożył żadnych dokumentów potwierdzających tę okoliczność.”

Co do zasady zatem postanowienie Sądu Rejonowego zostało ocenione pozytywnie, zabrakło przysłowiowej wisienki na torcie. W tej sprawie chodziło jednak przede wszystkim o ową wisienkę, a nie o tort.

Linie do przesyłu energii elektrycznej o napięciu 400kV są obecnie intensywnie rozbudowywane w całym kraju. Są to inwestycje cieszące się znaczącym zainteresowaniem wykonawców i odwrotnie proporcjonalnym zainteresowaniem właścicieli nieruchomości, co można zrozumieć, bo są to urządzenia wpływające na wartość i sposób korzystania z nieruchomości.

Z drugiej strony polski system przesyłu energii elektrycznej (co pokazało choćby poprzednie lato) potrzebuje rozbudowy i modernizacji, celem zapewnienia bezpieczeństwa nas wszystkich, mając na względzie, iż dostęp do energii elektrycznej jest jedną z podstawowych potrzeb gospodarstw domowych i instytucji publicznych.

W pięknym, modelowym przypadku powinno dojść do zważenia dwóch wartości – interesu publicznego i prywatnego, na skutek czego w zamian za zgodę na ograniczenie własności, właściciel powinien otrzymać świadczenie, które zrównoważy doznany uszczerbek. W praktyce czasami tak jest, czasem nie, jak to zwykle bywa przy inwestycjach publicznych.

Przed przystąpieniem do prac, inwestor musi uzyskać niezbędne decyzje administracyjne w ramach procesu budowlanego, a wcześniej pozyskać tytuł prawny do nieruchomości, na których ma być realizowana inwestycja.

I temu właśnie zagadnieniu poświęcę niniejszy wpis – jakie są zasadnicze podstawy prawne dla dysponowania nieruchomością przez inwestora w zakresie budowy linii przesyłowej o napięciu 400kV.

Służebność przesyłu

Zacznę od służebności przesyłu, bo to forma prawna najbliższa mi, jako zwolennikowi poszukiwania kompromisu.

Dla przeprowadzenia inwestycji, ustanowienie służebności przesyłu nie jest absolutnie niezbędne – właściciel może wyrazić zwykłą zgodę na dysponowanie nieruchomością celem budowy i trwałego utrzymywania linii przesyłowej, i w świetle prawa będzie to inwestycja legalna. Prawo nie zakazuje zawierania w tym zakresie także umów obligacyjnych, zbliżonych do najmu albo użyczenia – wyraźnie przesądził to Sąd Najwyższy podnosząc, iż wprowadzenie służebności przesyłu nie ograniczyło swobodnej woli stron w zakresie ułożenia stosunku prawnego wedle swego uznania.

Służebność przesyłu jest jednak tytułem dedykowanym dla tego typu sytuacji, a jednocześnie najpełniej odpowiadającym specyfice przypadku, w którą wpisuje się wieloletnie obciążenie i powinność zapewnienia przedsiębiorcy trwałego tytułu niezależnie od tego, kto będzie właścicielem nieruchomości.

Służebność ustanawiana jest poprzez złożenie przez właściciela nieruchomości (albo użytkownika wieczystego) oświadczenia w formie aktu notarialnego, przy czym powstaje ona niezależnie od tego, czy ujawniono ją w księdze wieczystej.

Za ustanowienie służebności przesyłu właściciel otrzyma jednorazowe (co do zasady) wynagrodzenie, którego wysokość wynegocjował uprzednio z przedstawicielem inwestora. Wynagrodzenie co do zasady wypłacane jest w terminie kilkunastu dniu po wizycie u notariusza.

Jeżeli strony nie dojdą do porozumienia, co najczęściej dotyczy wysokości wzmiankowanego wyżej wynagrodzenia, przedsiębiorca może skorzystać z drogi sądowej i podjąć starania o przymusowe ustanowienie służebności przesyłu przez sąd. Nie jest to rozwiązanie często stosowane, bo jest zbyt długotrwałe – sądowe ustanowienie służebności przesyłu nadaje się do zastosowania dla zaszłości, ale już znacznie mniej dla inwestycji, w ramach której tytuły prawne powinny być pozyskane w okresie nie dłuższym niż 2 lata.

 FullSizeRender_Fotor

Wywłaszczenie na podstawie przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami

Napisałem, że sądowy tryb ustanawiania służebności przesyłu nie jest zbyt często wykorzystywany dla nowo budowanych linii, co zatem innego może zrobić przedsiębiorca, jeżeli nie uzgodni z właścicielem warunków trwałego korzystania z nieruchomości?

Może i to całkiem niemało, a to za sprawą choćby specustawy przesyłowej, którą Prezydent Komorowski podpisał na ostatniej prostej swojej kadencji. Specustawę zostawmy na deser, a obecnie zajmijmy się daniem głównym – czyli ustawą o gospodarce nieruchomościami. Nie jest to danie zbyt wyszukane, takie ziemniaki i kotlet, jakkolwiek jest to środek, który może doprowadzić do zamierzonego celu.

Ustawa o gospodarce nieruchomościami w zakresie wywłaszczenia stanowi kontynuację wcześniej obowiązujących przepisów zawartych w ustawach z 1958 r. i 1985 r. Kluczowy w tym zakresie jest przepis art. 124 ust. 1 i 6, który pozwala na ograniczenie własności mocą decyzji administracyjnej w sposób, który umożliwi budowę linii przesyłowej, a następnie dostęp do niej w celu konserwacji i usuwania awarii.

Ustawa ta zawiera daleki od zintegrowania model ograniczenia własności – przed wystąpieniem o wydanie takiej decyzji inwestor musi bowiem m.in. uzyskać odpowiednie zapisy w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego albo decyzję o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego. Dodatkowo wystąpienie z wnioskiem musi być poprzedzone przeprowadzeniem rokowań z właścicielem albo użytkownikiem wieczystym nieruchomości.

Za ograniczenie własności właściciel otrzyma odszkodowanie, którego wysokość określi organ administracji mocą odrębnej decyzji wydanej już po zakończeniu inwestycji, na podstawie opinii przygotowanej przez rzeczoznawcę majątkowego.

To ważna różnica – przy ustanowieniu służebności przesyłu mocą oświadczenia właściciela, wynagrodzenie jest wypłacane niedługo później, w przypadku wywłaszczenia, odszkodowanie jest ustalane dopiero po zakończeniu prac na nieruchomości i po dokonaniu oceny, w jakim zakresie nie przywrócono stanu poprzedniego.

Warto też wspomnieć, iż w przypadku gdy przeprowadzenie inwestycji liniowej uniemożliwia właścicielowi albo użytkownikowi wieczystemu dalsze prawidłowe korzystanie z nieruchomości w sposób dotychczasowy albo w sposób zgodny z jej dotychczasowym przeznaczeniem, może żądać jej wykupu na rzecz Skarbu Państwa.

20130905_083428_1

Wywłaszczenie na podstawie przepisów specustawy przesyłowej

Na koniec, pozostając przy nomenklaturze gastronomicznej, danie specjalne czyli: (spec)ustawa o przygotowaniu i realizacji strategicznych inwestycji w zakresie sieci przesyłowych, która weszła w życie 15 września 2015 r.

Specustawa została przygotowana przede wszystkim w celu zintegrowania i przyspieszenia procesu inwestycji w nowe odcinki sieci przesyłowej. Przedsiębiorcy korzystający z tego trybu nie muszą uzyskiwać przed przystąpieniem do wywłaszczenia decyzji lokalizacyjnej ani doprowadzać do uchwalania planu miejscowego, nie muszą też prowadzić rokowań z właścicielami nieruchomości, choć oczywiście mogą to robić.

W zakresie pozyskiwania praw do nieruchomości, na których mają być wybudowane urządzenia, ustawa ta zawiera dwa tryby.

Pierwszy, polegający na pełnym wywłaszczeniu, czyli nabyciu prawa do nieruchomości przez Skarb Państwa, ma zastosowanie do nieruchomości, na których planowana jest budowa stacji elektroenergetycznych.

Drugi tryb, to wywłaszczenie w postaci ograniczenia własności, co znajduje zastosowanie do nieruchomości, na których planowana jest budowa linii przesyłowych – a jednocześnie przedsiębiorca nie uzyskał do nich wcześniej tytułu prawnego w postaci służebności przesyłu albo decyzji wywłaszczeniowej z art. 124 ust. 1 u.g.n.

To ograniczenie własności różni się treścią od przewidzianego w ustawie o gospodarce nieruchomościami, przewidując znacznie szersze uprawnienia dla właściciela linii przesyłowej. Obejmują one prawo do zajęcia nieruchomości w celu budowy odcinka sieci przesyłowej oraz późniejszego wykonywania prac związanych z przebudową, utrzymaniem, eksploatacją, konserwacją, remontami oraz usuwaniem awarii urządzeń.

W obu przypadkach wywłaszczenie następuje za odszkodowaniem, które ustalane jest na podstawie odpowiednio stosowanych przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami. Co ważne zatem – ustalenie odszkodowania następuje odrębną decyzją po zakończeniu prac i weryfikacji, w jakim zakresie nie przywrócono nieruchomości do stanu poprzedniego.

Pomiędzy opisanymi trybami istnieje różnica również w procesie ustalania odszkodowania. Przy pełnym wywłaszczeniu na potrzeby stacji elektroenergetycznej w pierwszej kolejności prowadzone są rokowania w przedmiocie wysokości tego świadczenia, dopiero w razie ich niepowodzenia wydawana jest decyzja. Przy ograniczeniu własności na potrzeby linii przesyłowej, nie ma obowiązku prowadzenia rokowań.

Z czego korzystają przedsiębiorcy?

W praktyce wykonawcy linii w pierwszej kolejności podejmują starania o ustanowienie na nieruchomości służebności przesyłu, w związku z czym z każdym z właścicieli nieruchomości są prowadzone negocjacje. Jeżeli strony dojdą do porozumienia, zawierana jest umowa w formie pisemnej, w której właściciel wyraża zgodę na inwestycję, uzgadnia warunki korzystania przez przedsiębiorcę z nieruchomości w przyszłości i zobowiązuje się do ustanowienia służebności przesyłu.

Jeżeli nie jest możliwe osiągniecie porozumienia, wykonawca (działający w imieniu inwestora) podejmuje działania w formie przymusowej, składając wniosek o wywłaszczenie w omówionych wyżej trybach.

Blog internetowy to przede wszystkim wirtualne miejsce dla publikacji własnych poglądów. Z czasem jednak, kiedy zawartość merytoryczna staje się coraz bogatsza, potrafi przekształcić się w miejsce skupiające wokół siebie specjalistów oraz osoby zainteresowane daną problematyką.

Taki proces przechodzi również mój blog i myślę, że to dobry moment, żeby co pewien czas oddać głos ważnym, w mojej ocenie, postaciom ze świata urządzeń przesyłowych.

Jak się słusznie domyślacie ten wstęp poczyniłem nie bez powodu. Z okazji zbliżającego się Salonu Mediatora organizowanego przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, dziś gościnnie z tematem mediacji jako szansy dla sporów przesyłowych, zmierzy się Pani mecenas Izabela Liberaktóra od wielu lat bardzo rzetelnie zajmuje się tą problematyką jako pełnomocnik procesowy, będąc jednocześnie mediatorem.

Wspólnie z Panią Mecenas, 11 maja 2016 r. zaprezentujemy prelekcje podczas Salonu Mediatora, którego mam zaszczyt być współorganizatorem. Salon dotyczył będzie mediacji jako szansy dla wypracowania kompromisu przez strony sporów przesyłowych, szczególnie dotyczących urządzeń planowanych do budowy albo przeznaczonych do remontu.

Poniżej znajdziecie wpis przygotowany przez Mecenas Liberę, za co jej serdecznie dziękuję i oddaję się wspólnie z Wami lekturze:

SESJA_FIRMOWA_2015-9_Fotor

„I co Pani daje ta medytacja?”

To tylko jedno w wielu pytań, jakie słyszę, gdy przedstawiam się jako mediator. Inne odnoszą się do mediów – otrzymuję np. gratulacje z powodu założenia „domu mediowego”. Pytania te świadczą o tym, jak mało znana jeszcze i jak niedoceniana jest mediacja i rola mediatora w postępowaniu sądowym.

Tymczasem instytucja mediacji, wprowadzona kilka lat temu do procesu cywilnego, stanowić może bardzo użyteczne narzędzie w uzyskaniu satysfakcjonującego obie strony procesu rozstrzygnięcia. Dzięki mediacji możliwe jest m.in. rozwiązywanie konfliktów pomiędzy przedsiębiorstwami przesyłowymi a właścicielami nieruchomości, na których posadowione mają być urządzenia przesyłowe.

Ostatnia nowelizacja Kodeksu Postępowania Cywilnego, obowiązująca od 1 stycznia 2016 wprowadziła wiele przepisów mających na celu zachęcenie zarówno sądów do kierowania spraw do mediacji, jak i samych stron do korzystania z niej.

Czym więc w końcu jest ta mediacja?

Otóż mediacja jest procesem, w którym neutralna osoba trzecia – mediator – pomaga stronom osiągnąć satysfakcjonujące rozwiązanie konfliktu. Bardzo istotne jest przy tym to, że to strony, a więc np. właściciele gruntów i przedsiębiorstwa przesyłowe decydują o tym, jaka będzie treść zawartej ugody. Mediator nie jest sędzią, nie jest też arbitrem, nie rozstrzyga sporu i nie osądza żadnej ze stron. Proces mediacji jest wysoce odformalizowany – strony komunikują się ze sobą telefonicznie, za pomocą poczty email i na bezpośrednich spotkaniach, które odbywają się poza sądem, najczęściej w siedzibie mediatora. Mediacja może też zostać wszczęta jeszcze przed wniesieniem sprawy do sądu (tzw. mediacja pozasądowa).

Ugoda zawarta przed mediatorem i zatwierdzona przez sąd ma mocy ugody sądowej, której sąd z urzędu nadaje klauzulę wykonalności, tak więc nie różni się ostatecznie w swej mocy od wyroku sądowego. Nieco inaczej przedstawia się kwestia ugód, jeśli chodzi o ustanowienie służebności lub dokonanie innych czynności wymagających dla swej ważności formy aktu notarialnego. W takim wypadku ugoda zawarta przed mediatorem musi zostać dodatkowo potwierdzona w formie ugody sądowej. Ta dodatkowa formalność nie wpływa jednak na cały przebieg mediacji, a ostateczny rezultat w postaci uzyskania tytułu wykonawczego jest taki sam. Bardzo istotnym czynnikiem jest też szybkość mediacji. Dzięki niej postępowanie sądowe może trwać dwa, trzy miesiące zamiast trzech, czterech lat.

Powyższe cechy mediacji mogą być bardzo istotne dla przedsiębiorców przesyłowych planujących nowe inwestycje, gdzie czas pełni bardzo ważną rolę. Uzyskanie prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane jest jednym z warunków niezbędnych do uzyskania pozwolenia na budowę. Bez zgody właściciela nie jest możliwe prowadzenie inwestycji. Przedsiębiorca przesyłowy, który napotka opór ze strony dysponentów gruntów, ma do dyspozycji kilka instrumentów prawnych, takich jak złożenie wniosku o wydanie decyzji wywłaszczeniowej w trybie art. 124 Ustawy o gospodarce nieruchomościami, czy też złożenie wniosku do sądu o ustanowienie służebności przesyłu. Każde z tych postępowań niesie dla stron procesu określone ryzyka i często może nie być satysfakcjonujące dla żadnej ze stron. W szczególności czas trwania postępowania sądowego może skutecznie uniemożliwić prowadzenie inwestycji na wiele lat. Dla właściciela nieruchomości również nie jest to korzystne rozwiązanie, gdyż wiąże się z dużymi kosztami finansowymi, a często również emocjonalnymi. Ostateczne rozstrzygnięcie – wydane w oparciu o opinie biegłych sądowych – również może być dla takiej osoby wysoce niesatysfakcjonujące.

Dlatego też warto w takiej sytuacji skierować się do mediatora, który pomoże obu stronom wypracować porozumienie. Korzyścią dla przedsiębiorcy będzie szybkie uzyskanie tytułu prawnego do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, właściciel nieruchomości uzyska zaś możliwość otrzymania wyższego wynagrodzenia za ustanowienie służebności. W toku negocjacji strony mogą też kompleksowo uregulować tzw. zaszłości, jeśli na spornym gruncie znajdują się stare urządzenia przesyłowe. Nie jest to możliwe w toku „zwykłego” postępowania sądowego, gdzie ramy rozstrzygnięcia ograniczają przepisy prawa.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że instytucja mediacji będzie coraz częściej wykorzystywana w procesie regulowania praw do gruntów, na których mają zostać posadowione urządzenia przesyłowe, a mediator przestanie być w końcu postrzegany jako wyznawca nowego ruchu wyznaniowego.

Chciałabym bardzo podziękować mec. Zamrochowi za możliwość wypowiedzenia się na jego profesjonalnym blogu, z którego sama często korzystam.

Izabela Libera

radca prawny, mediator