Oddałem Wasze ręce zaktualizowany wzór wniosku o ustanowienie służebności przesyłu wraz z omówieniem. Patrząc na liczbę pobrań, ten ebook cieszył się Waszym dużym zainteresowaniem.

W pierwszej wersji przygotowałem go w 2013 r., od tego czasu jednak zostało wydane wiele orzeczeń, które usystematyzowały praktykę i konieczna była z mojej strony aktualizacja treści.

Ebook zawiera wzór wniosku wraz z poprzedzającym go omówieniem, w którym starałem się wyjaśnić znaczenie poszczególnych elementów wniosku, jak też pokrótce przedstawić zasady przymusowego ustanawiania służebności przesyłu.

Przygotowując to opracowanie bazowałem na własnych doświadczeniach z kilkuset postępowań sądowych, w których sam brałem udział jako pełnomocnik, oczywiście uwzględniłem również orzecznictwo Sądu Najwyższego i sądów powszechnych w tożsamych sprawach.

Tyle tytułem wstępu – życzę przyjemnej lektury i owocnej pracy.

FullSizeRender_Fotor

W sprawach dotyczących urządzeń przesyłowych, jak wiecie, kwestią bardzo istotną jest możliwość zgłoszenia przez przedsiębiorcę zarzutu nabycia służebności przez zasiedzenie. Co ważne, bieg terminu zasiedzenia służebności nie jest przerywany poprzez wystąpienie do przedsiębiorcy z wezwaniem do ustanowienia służebności przesyłu, czy też do usunięcia urządzeń z nieruchomości – konieczna jest bowiem czynność przed sądem.

Wielu właścicieli nieruchomości podejmuje próbę osiągnięcia porozumienia przed sądem powszechnym w postępowaniu pojednawczym. Takie postępowanie wszczynane jest na wniosek o zawezwanie do próby ugodowej, jego przebieg zaś – co do zasady – ogranicza się do jednej rozprawy, na której strony przedstawiają swoje stanowiska względem możliwości osiągnięcia porozumienia.

Postępowanie pojednawcze z jednej zatem strony jest próbą osiągnięcia porozumienia, z drugiej zaś powoduje skutek w postaci przerwania biegu zasiedzenia służebności oraz przedawnienia np. roszczenia o zapłatę wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości.

Pierwsze zawezwanie na pewno – o tym, czy ewentualne kolejne zawezwania do próby ugodowej w tej samej sprawie niosą ze sobą wskazany skutek wypowiedział się niedawno Sąd Najwyższy w wyroku wydanym w sprawie III CSK 50/15.

Sąd rejonowy zajął w tej kwestii stanowisko korzystne dla dochodzącego roszczenia i nie uwzględnił zarzutu przedawnienia, albowiem powód dwukrotnie przerwał jego bieg poprzez złożenie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej, w 2007 i 2010 r. W ocenie tego sądu, oba zawezwania były przejawem dochodzenia roszczenia.

Odmienne stanowisko zajął sąd okręgowy podnosząc, iż drugie zawezwanie miało tylko pozornie charakter takiej czynności, jego celem miało być bowiem tylko ponowne przerwanie biegu przedawnienia. Powyższa ocena bazowała na ustaleniu, że już po pierwszym zawezwaniu do próby ugodowej powódka miała świadomość, że pozwana stanowczo odmawia zaspokojenia jej roszczeń. Co ważne, drugie zawezwanie do próby ugodowej dotyczyło dokładnie tych samych roszczeń.

11_0

Sąd Najwyższy krytycznie odniósł się do stanowiska sądu okręgowego wskazując, że nie można formułować tego typu ocen, bez starannego rozważenia okoliczności faktycznych w sprawie. Wskazał, iż przekonanie powoda o możliwości skutecznego, ponownego zawezwania do próby ugodowej miało swoją podstawę faktyczną w postaci orzeczenia zapadłego w innej sprawie, które istotnie wpływało na pozycję negocjacyjną stron.

Sąd Najwyższy podkreślił, iż nie należy przyjmować uproszczonego założenia, że ugoda jest możliwa tylko wówczas, gdy próbę jej zawarcia przed sądem poprzedzały pertraktacje między stronami, toczące się pomimo uprzedniego zawezwania do próby ugodowej przed sądem. Stwierdził, iż nie ma podstaw dla apriorycznego przyjmowania, że każde drugie i kolejne zawezwanie do próby ugodowej nie zmierza w celu, o którym mowa w przepisie art. 123 § 1 pkt 1 k.c. tj. do dochodzenia, ustalenia zaspokojenia albo zabezpieczenia roszczenia.

Podkreślił także, że w jego orzecznictwie nie budzi wątpliwości, że zawezwanie do próby ugodowej przerywa bieg przedawnienia, dla przykładu powołując:

Drugie i kolejne zawezwanie do próby ugodowej wywołuje zatem skutek w postaci przerwania biegu przedawnienia, chyba że w okolicznościach faktycznych danej sprawy zaistnieje podstawa do oceny, że czynność tę przedsięwzięto wyłącznie w celu przerwania biegu przedawnienia, bez woli osiągnięcia wskazanych wyżej skutków prawnych.

W sprawach dotyczących urządzeń przesyłowych drugie i kolejne zawezwania zdarzają się przede wszystkim przy roszczeniach dotyczących wykupu urządzeń oraz zapłaty wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości, szczególnie gdy roszczenie związane jest z prowadzoną działalnością gospodarczą, na skutek czego termin przedawnienia wynosi 3 lata.

Dziś rano rozmawialiśmy ze wspólnikiem Karolem o ostatnich kilku dniach, kiedy prawie się nie widzieliśmy, między innymi z uwagi na moją wizytę w Warszawie na nagraniu audycji dla radia TOK FM. Jakże się zdziwił, kiedy powiedziałem mu, że zapewne niedługo ponownie wyjadę na nagranie, bo temat jest ciekawy i rozwojowy.

Ciekawy? Kogo interesują te służebności? Powiedział. Wierzytelności (jego działka) to jest ważny temat!

Ma rację, że wierzytelności, czy ogólnie pieniądze, są ważne, jednak problematyka urządzeń przesyłowych (w których pieniądze też funkcjonują, czasem w niemałych kwotach), zawiera w sobie coś jeszcze, czego zwykłe spory obligacyjne nie mają.

To konflikt wartości.

Z ograniczeniem własności z uwagi na potrzeby społeczne,  np. w zakresie utrzymywania urządzeń przesyłowych, związany jest problem ważenia interesów; słusznego, ale nie zawsze w pełni ekwiwalentnego, odszkodowania, ograniczenia własności (ponoć prawa świętego i nienaruszalnego).

Przy zaszłościach pojawia się również problem rozliczenia dziedzictwa poprzedniego systemu politycznego i gospodarczego, zadawnione żale i niezaspokojone przez lata roszczenia. Niby stare słupy i rurociągi, a tyle wokół nich nagromadzone jest emocji i problemów prawnych.

IMG_2810_Fotor

Wracając do audycji, do jej wspólnego przygotowania zaprosiła mnie Pani redaktor Ewa Podolska. W trakcie pierwszego spotkania udało nam się porozmawiać o różnych podstawach prawnych dla budowy urządzeń w przeszłości i ich konsekwencjach dziś, o możliwości dochodzenia roszczeń, o ryzykach z tym związanych oraz o zmienności trendów w orzecznictwie. I nim się zorientowaliśmy nasz czas na antenie się skończył.

Wracając do Torunia pomyślałem, że to był fajny dzień i bardzo przyjemna rozmowa. Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu, żeby w sobotni wieczór o 19.00 posłuchać jak skrzypię w radio – o ile pióro mam w miarę lekkie, to głos mało radiowy 🙂

Tytułem uzupełnienia – link do audycji.

Kilka dni temu miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu zorganizowanym przez Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, którego przedmiotem była możliwość wykorzystania mediacji jako środka dla polubownego zakończenia sporów dotyczących urządzeń przesyłowych.

W spotkaniu uczestniczyło wielu przedstawicieli przedsiębiorców przesyłowych, przede wszystkim z Pomorza, jakkolwiek stawiło się również kilka osób z południa Polski, zainteresowanych tym tematem. Jest to dla mnie szczególnie miłe, bo byli to czytelnicy bloga 🙂

Wnioski ze spotkania są ciekawe, jakkolwiek pokrywają się z dyskusją, którą prowadzimy pod pierwszym wpisem w blogu dotyczącym Salonu Mediatora – przedsiębiorcy przesyłowi są zainteresowani rozwiązaniami polubownymi przede wszystkim dla urządzeń projektowanych do budowy albo remontowanych. W zakresie tzw. zaszłości, czyli urządzeń istniejących już na nieruchomościach o nieuregulowanym trwale tytule do gruntu, nie ma większych szans na zmianę postawy, którą cechuje bierność i oczekiwanie na samorzutną regulację wraz z upływem kolejnych terminów zasiedzenia służebności.

Odnośnie do zaszłości symptomatyczne jest to, że z kilkudziesięciu wniosków, jakie wpłynęły do sądu gdańskiego o ustanowienie służebności żaden nie pochodził od przedsiębiorcy przesyłowego. Prawdę mówiąc nieco mnie to zaskoczyło, bo oczywiście przedsiębiorcy nie regulują aktywnie tych kwestii, ale nie raz spotykałem sytuację, w której inicjowali postępowanie w stosunku do urządzeń, do których niezbędny był częsty dostęp, tu zaś taki przypadek nie wystąpił ani razu!

IMG_2174_Fotor

Jeżeli chodzi o urządzenia projektowane, mediacja ma większe szanse powodzenia, jednak raczej jako mediacja wszczynana bez udziału sądu.

Z wypowiedzi w toku dyskusji na Salonie Mediatora wynika, iż dla szerszego wykorzystania mediacji niezbędnym jest, żeby mediator aktywnie uczestniczył w procesie wypracowywania kompromisu, w szczególności przez sugerowanie możliwych rozwiązań. Powyższe wymaga znajomości problematyki prawnej urządzeń przesyłowych, w tym zasad określania wartości służebności przesyłu, gdyż spory co do zasady dotyczą wysokości wynagrodzenia.

Z własnej praktyki wiem, że osoba trzecia dysponująca odpowiednią wiedzą i doświadczeniem potrafi doprowadzić do ugody, pomimo istotnych różnic w stanowiskach stron. Zwykle wymaga to przeanalizowania możliwych przyszłych scenariuszy sprawy i rozważenia, czy wręcz uświadomienia jednej albo oby stronom, ryzyka prawnego w zależności od dalszego roku sprawy. Czasami też niezbędne jest wyjaśnienie zasad określania wartości służebności, albowiem nie są to proste sprawy, szczególnie dla osób, które z tym zagadnieniem mają do czynienia po raz pierwszy.

Ważna jest też możliwość udziału w procesie mediacji osób posiadających wiedzę specjalistyczną, przede wszystkim z zakresu określania wartości nieruchomości i ograniczonych praw rzeczowych, w niektórych przypadkach także wiedzę techniczną. To bardzo interesująca możliwość, albowiem z takim “biegłym” strony mogą umówić się, w jakim zakresie ma sporządzić opinię (np. sporne są tylko przeznaczenie nieruchomości i konsekwentnie wartość, a nie współczynniki), jak również z góry umówić się na wysokość wynagrodzenia.

Na pewno nie można spodziewać się boomu na mediację w sprawach przesyłowych, jednak warto mieć na uwadze, iż poszukiwanie rozwiązań polubownych jest coraz silniej preferowane przez ustawodawcę, a jednocześnie świadczy o dojrzałości uczestników obrotu prawnego.

Mam nadzieję, że ziarno zasiane na Salonie Mediatora 11 maja będzie powolutku kiełkowało i w przyszłości rzeczywiście doczekamy się szerszego korzystania z mediacji, zamiast kierowania sporów na drogę postępowania sądowego albo administracyjnego.

Dziwny nieco tytuł wpisu przyszedł mi do głowy, ale pasuje jak ulał do sytuacji w sprawie, którą omówię. Dodatkowo dziś wieczorem Madryt się ściera z Manchesterem i trochę atmosfera piłkarska mi się udzieliła.

Sprawa dotyczy losów apelacji od całkiem już słynnego postanowienia Sądu Rejonowego w Piasecznie, które przedstawiało w sposób najbardziej chyba kompleksowy krytykę konstrukcji zasiedzenia służebności gruntowej na potrzeby urządzeń przesyłowych. Pisałem o nim już dwukrotnie, dziś zaś jest okazja do trzeciego wpisu, bo właśnie otrzymałem z Sądu Okręgowego w Warszawie świeże postanowienie wraz z uzasadnieniem wydane w sprawie XXVII Ca 331/16.

Dlaczego jednak Sąd Rejonowy wygrał 2:1 i dlaczego akurat u siebie. Czytelnicy bardziej obyci z regułami piłkarskich dwumeczów wiedzą, że taki wynik na własnym stadionie jest tylko częściowo korzystny, bo bramki strzelone na wyjeździe mogą rozstrzygać o awansie.

Sąd Rejonowy znalazł się w podobnej sytuacji – apelacja została oddalona, a zaskarżone orzeczenie w większości ocenione bardzo pozytywnie, ale kluczowa kwestia zasiedzenia służebności została rozstrzygnięta przez Sąd Okręgowy odmiennie, zgodnie z linią orzeczniczą Sądu Najwyższego. Patrząc na trud włożony w przygotowanie uzasadnienia, koncentrującego się na krytyce konstrukcji zasiedzenia służebności, orzeczenie drugiej instancji raczej nie zostanie odebrane jako spełniające oczekiwania Sądu Rejonowego.

Jeżeli chodzi o uzasadnienie stanowiska Sądu Okręgowego w tym zakresie, jest ono raczej zdawkowe, a sprowadza się do stwierdzenia, że konstrukcja zasiedzenia służebności nie powstała w wyniku niedopuszczalnego w orzecznictwie prawotwórstwa:

„Praktyka ukształtowana wspomnianymi uchwałami Sądu Najwyższego miała więc ze swej natury charakter interpretacyjny, a jej celem i rezultatem było ustalenie treści norm prawnych – przepisów o służebnościach gruntowych – w odniesieniu do stanów faktycznych związanych z urządzeniami przesyłowymi. Biorąc pod uwagę konstytucyjne kompetencje władzy sądowniczej, praktyka ta miała więc charakter rekonstrukcyjny, nie polegała zaś na tworzeniu prawa.”

Warto zwrócić uwagę, iż powyższe stanowisko zostało uzasadnione zasadniczo wyłącznie poprzez powołanie orzeczeń wydanych po 2003 r., co jednak nie wzbudziło żadnych wątpliwości Sądu Okręgowego.

20130905_110835_1

Sąd odwoławczy słuszność orzeczenia sądu pierwszej instancji upatrywał zatem w innych okolicznościach.

W pierwszej kolejności wskazał na kwestię znaczenia dowodowego dokumentów złożonych do akt sprawy. Podkreślił, iż w przypadku, gdy dokument jest ogólny i nie można go jednoznacznie powiązać z daną nieruchomością, nie powinien być traktowany jako dowód dla okoliczności faktycznej istotnej dla ograniczenia własności:

„Uważna i dogłębna analiza protokołu z 1966 roku (protokół k. 62-63) może prowadzić do konkluzji, iż wcześniej istniały jakieś instalacje energetyczne, jednakże nie jest możliwe szczegółowe i precyzyjne ustalenie ich lokalizacji, usytuowania, przebiegu a w szczególności czy obciążały nieruchomości wnioskodawców w identyczny sposób, jak obecnie istniejąca linia elektroenergetyczna. Brak dokładnych załączników graficznych w postaci map całkowicie wyklucza możliwość ustalenia przebiegu linii energetycznej wskazanej w powyższym protokole.”

Po wtóre zgodził się z Sądem Rejonowym w zakresie posiadania służebności przez przedsiębiorcę w złej wierze, albowiem brak było jakichkolwiek dowodów na okoliczność posiadania przez przedsiębiorcę i jego poprzedników tytułu prawnego do korzystania z nieruchomości. Sąd podkreślił, iż stałego uprawnienia do korzystania z nieruchomości m.in. w celu wykonywania prac konserwacyjnych i naprawczych nie daje w szczególności decyzja o pozwoleniu na budowę urządzeń.

Sąd Okręgowy ponadto uznał, iż prawidłowo w pierwszej instancji ustalono nieudowodnienie okoliczności przeniesienia posiadania służebności:

„Zgodnie z § 1 ust. 3 zarządzenia, Przedsiębiorstwo (…) powstało na bazie zakładu „Zakład Energetyczny (…)”, jednakże § 2 wyraźnie przewidywał, że nowopowstałemu przedsiębiorstwu przydziela się składniki mienia zgodnie z ustaleniami komisji powołanej w trybie (…). Zgodnie z powołanym w zarządzeniu przepisem, w razie podziału przedsiębiorstwa do obowiązków organu założycielskiego należało m.in. powołanie komisji do przeprowadzenia inwentaryzacji mienia przedsiębiorstwa ulegającego podziałowi oraz w celu dokonania szczegółowego podziału składników mienia, jak również zobowiązań i wierzytelności tego przedsiębiorstwa między przedsiębiorstwa powstałe w wyniku podziału.

Tymczasem jak trafnie zauważył Sąd I instancji – uczestnik nie przedłożył dokumentów stanowiących rezultat prac tak powołanej komisji, zatem nie sposób określić czy, kiedy i jakie składniki mienia przedsiębiorstwa podlegającego podziałowi zostały przeniesione na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W. (…) Równocześnie uczestnik ani nie wskazał okoliczności w jakich miałoby dojść do przeniesienia posiadania służebności ze Skarbu Państwa na przedsiębiorstwo państwowe „Zakład Energetyczny (…)” w W., ani tym bardziej nie przedłożył żadnych dokumentów potwierdzających tę okoliczność.”

Co do zasady zatem postanowienie Sądu Rejonowego zostało ocenione pozytywnie, zabrakło przysłowiowej wisienki na torcie. W tej sprawie chodziło jednak przede wszystkim o ową wisienkę, a nie o tort.